
[Zwrotka 1: Zippy Ogar]
Pokazałem japę, a nie dupę w TV, bo od zawsze robiłem to na pół gwizdka
Teraz płaczą, że to nie jest trapem, zaraz cała Polska będzie łzy wyciskać
Się leje czysta, ale nie odkazi ran, nie zmyje plam, plany mam w toku
Nie od wczoraj, wychodzę przed szereg, jak to rzucę raz na rok, to Gniezno w szoku
To czarny kot, wchodzę Ci w drogę, uważaj na plecy
Robię to tak, ziomal [?] teraz, bo zaczyna kumać, że tak nie poleci
Trochę pospałem, ale to nic, gdziekolwiek jestem, to podziw ja budzę
I mam na sobie dojebany fit jakbyś zaprosił Sibiego na numer (Prr)
[Zwrotka 2: Antos]
Z braciakiem nie poróżni kwit mnie (Nie), ta scena gnije, nie kwitnie
Raperzy, aktorzy, jak w filmie (Yeah), idę inną drogą, nie skojarzysz mnie z tym cyrkiem (Nie)
Moja ksywa to zdrobnienie, tak zawsze mówiła na mnie moja mama (Mama)
Mamo, mam dziesięć koła słuchaczy na miesiąc, nama to się za głowę złapała
Za mną stoi moja wiara (wiara), wiem, że usłyszy to Polska (Polska)
U mnie nic na zaraz (zaraz), w zegarku zapierdala ośka (yeah)
Usłyszałem niezły kawał, to była ta Twoja piosenka
Życie mi poryło banie, patrzę do przodu, pytam Boga, co mi dasz
[Zwrotka 3: Asster]
Ya, ya (Yurrr)
Raperom w kraju brakuje luzu (Yeah)
Nagrywam cypher w piętnaście minut
Wystarczyło mi zaledwie parę buchów
Yeah, yeah, yeah
Gramy cały sezon jak Młody West
Palę moje jointy i wjeżdżam w wers
Jak mój braciak Igi, ej, shout-out, bro
Zobacz, jak trzeci krążek kręci się (Yurrr)
Wychowany (Yeah), na Atlancie
Wyjebane (Yeah), co tam piszesz
Na Bałutach (Yeah), robię anthem
Z kim musiałem, wyjaśniłem sobie sprawę (Eh)
Zawsze stoję twardo, bo znam sytuacji wagę
(Yurrr)
[Zwrotka 4: Kejzer]
Pierwsze stilo w mic'a rzuciłem, kurwa, już w '18
K do B do R, stała gwardia, jeszcze zanim ksywą zaraziłem Polskę
Jebię każde logo na zegarkach, no bo czasu nie ma, kiedy praca ciągle
Obcinają harty porzekadła, miałem wizję, gdy oni sypali mąkę
W to nie wierzyła nawet moja matka i nie pytaj nawet czy coś mówił ojciec
Drzemy pizdę, aż pyta sąsiadka, co tu dzieje się, czy mamy jakiś problem (M-m-może)
Kiedy zarobię — odpocznę, ale póki co gramy w to tak jak Atari, wykres pokazuje mi hossę
[Zwrotka 5: Tomcio]
(Let's go)
Znowu wpadam na blok, to wszystko wokół to tylko starter
Nadaję z SZO, lata pracy, ziomal, nie fartem
Siedzę w [?] tak, jak na budowie, składam cegły kiedy wpada nowy wokal
Moje ziomy to nie parapety, ciągle walczę, kiedy ściana mi się podda
Czuję się jak chosen one, nie mam czasu na delay
Wszedłem w ten cypher va banque, super, wyjdę za chwilę
Mija kolejny dzień, teraz już wiem, że jestem ready
Ja to młody player one, może kiedyś też to docenisz
[Zwrotka 6: Gibb Key]
Wiecie dlaczego, tak bardzo polski rap budzi we mnie postrach?
Bo od dłuższego czasu przybiera straszną postać
Wersy oddaję innym, takich jak ja ze świeczką szukać, przywykłeś
To już nie jest ghost writing — to seanse spirytystyczne
Ich rap wyszedł z mody, więc co mają zrobić, jak robili wszystko na pokaz?
Nie potrzebuję na głowie korony, żeby po cypherze Ci w myślach królować (Królować)
Gibb Key to mocny zawodnik
Nie musiałem grać nawet House of Cards, żebyś wiedział kto tu rządzi (Boss)
[Zwrotka 7: Soulard]
Wiesz, gram koncerty bez pasów, ona lubi jak trzymam ręce na pasie
W chuj moich ziomów nie pisało matur, ale bez szkoły utrzymują klasę
Masz jeden patent jak Goyard, a ja mam od gnoja ich masę
Nie mów mi, jak się zachować, ja mam rację
Nagrywam z Peją, staruchy mi piszą, że przed kompem nawija im syntezator
Chłopy nie mielą, bo grzeje monitor ich spalone kory z przegrzaną czachą
Jestem na fali jak pingwin, nie gra roli czy zaufacie zwierzakom
Nie jestem pato, a gramy — pa to, blok nie daje nadziei dzieciakom
[Zwrotka 8: Lingo]
Nie chodzę do pracy, bo po co? Znów parę koła na konto
Masz temat do mnie — to z torbą, suka aktorka, jak London
Chcieliby chodzić jak ja, a nie chodzą jak Lingo — nie mogą
Wiedzą, że gadam im prawdę, na razie tej prawdy się boją
Dostaję głowę bez rąk, w dużym czołgu z demonami jeżdżę całą noc
Ze mną tylko zawodnicy, to nie twoje flow
Dziad nie czai jak można nawijać tak, jak on
[Zwrotka 9: Brokos]
Nikt to nie zrobi jak ja, no bo tu żaden nie przebije progu (Nie przebije)
W chuju mam sławę i hajs, bo dla mnie ważny to tylko jest pokój
Nie muszę uczyć się grać, sześć lat w tym, już dużo mam mowy (Dużo mam)
Jedyna opcja dla ciebie, to lepiej se odpuść, bo nie trzymasz kroku (Nie, nie)
Nowe rozdanie to ja, tego nie wezmę to będzie mój brat
W chuju mam wynik, bo robię z zajawy, a w życiu to za dużo strat
Tonący chwyta się brzytwy (Brzytwy), dziwko ja łapię za mic (Mic)
Dużo przegrałem już, dużo wygrałem już i kto mi może to dać? (Okej)
[Zwrotka 10: po prostu Kajtek]
Shout-out matiorzel, dobrze wiem, że program tylko ci pomoże
W co ja się wjebałem — hit na lato, ty jesteś na lata — będzie tak, jak powiem
Mówią że pięknie mi poszło, a ja mówię że zawsze mogło być lepiej
Choć pewnie by było inaczej, gdyby wtedy nie odjebali Mokebe
Nie szukam aferki, nigdy nie nawinąłem czegoś, co nie jest prawdą
Jakbyście mi dali wydać te piosenki, to teraz mielibyście sianko (Yeah)
Jedna wiara, jeden skład miałem na słuchawkach
Została zaledwie plamka po tych wszystkich bajkach
[Zwrotka 11: René]
(René)
Kto ananasowy pod wodą ma dom? Dziś trochę inny Netflix chillin'
Bo rano robię ją for the blood i wychodzi z klasą, jak wychowawczyni
Młody Renekton wchodzi na top, wokoło boty, nie są z mojej ligi
Gdy werbel śpiewa jak Mariah Carey, ja wkładam w to swój pierwiastek, jak Maria Curie
Nie mogą na mnie spać, czuję się jak ziarno grochu
Było hahaha, dziś jestem pierwszy, tak jak wodór
Młody Obi-Wan pośród stada obiboków
Ale ja nie latam w spodku, tylko lecę z tym do spodu
[Zwrotka 12: YJD]
Rozdaję tu jedynie karty w tym mieście
Nie żyję z przestępstw, a co najwyżej gram Mafię w TFT, mogę nagrać z tego Let's Play
Nie żyję na pokaz, żaden ze mnie model Vogue'a, ani celebryta z TikToka
Czekaj, bo zmieniłem zdanie, Panie, mam wryty bipolar, jakbym wystartował w wyborach
Nie chcieli mnie wesprzeć jako beatmaker
(Nie chcieli) [Każdy?] chciałem atencję, no to se przyjdę, no i se wezmę
Cypher to droga, może nie znają mnie wszędzie, lecz buja się klatka schodowa
Znam tracki lirycznych bestii, a więcej treści słyszałem w kawałkach Gejlona (Pozdro)
[Zwrotka 13: Flamie]
Pora dać im wizję, dać im to i się pobawić skillsem
Ma-mamy jedną misję (What), się zabawić z ryjkiem
No i bawię się z nią jak chce, no i ona to dobrze wie
Spokój mam jakbym przypierdolił zen, z rozbitych rodzin rozbijemy ba-bank
Ziomal mi płacze na ramię bez wiary, ale głośno krzyczy do Boga (Boga)
Ziomal już dawno nie płacze, od kiedy zrozumiał (Co), gdzie jego droga
Czuję, że powołano moją duszę, czuję, że powołano moją duszę
Robię to tylko dlatego, że kocham, a nie głupia kurwo, że muszę
[Zwrotka 14: Matiniezyje]
Położę barsy, a ty dasz mi lajka — to barter, jak Young Thug
Na moje rany nie pomoże plaster, bo walczę tak mocno, jak Sparta
Parę razy już zleciałem na parter, więc głowa do góry i garda
Głowę mam w chmurach, dlatego sięgacie mi teraz do laski, jak Gandalf
Ja chcę chill, a ona Netflix, chyba będzie niemiło
Pcham tę kulę tak, jak Nesquik, jestem Syzyf w dzień i noc
Chcieliby się ze mną pieprzyć, ja nie jestem candy boy
Musiałem upaść na deski, by zobaczyć, czym jest dno
[Zwrotka 15: Fuego]
Chodziłem w dresach, gdy mama mówiła, że pora się przebrać zacząłem śpiewać
Mówiła: "Mati, Ty nie będziesz gwiazdą", a dzieciak słuchał Bedoes'a
Powiedz mi to Siri, Dlaczego już każde moje urodziny
To jebany ciężar? I dlaczego się pomylili?
Chodzę sobie taki trochę szary, włosów nie mam, no bo mi wypadły
Grey Goose — oddam Ci za to browary, jestem nudny? Jestem oniemiały
Wstyd jest ze mną, mordo, wyjść do ludzi jak mnie już wyciągniesz to mnie nie dobudzisz
To oni są nudni, podpisano Fuego z dżungli
[Zwrotka 16: Gman]
Na ciele szlaczki, tak jak Mountain Dew (Ej)
Ze mną mój braciak [?] (Co jest, kurwa?)
Przyleciałem tutaj spodkiem nie z Katowic (Trzysta lat)
Podróży prędkością fotonu
To się dopiero zaczyna (Yeah), wszystko to efekt domina (SWAG)
Po co mam chodzić do kina, skoro dookoła otacza wciąż film [?] (Powiedz im)
Jak, byku, rosa, Gman nakreślił to (Okej)
Czarno-biała pralnia — to jest mój dom
[Zwrotka 17: Bigcitylife]
Wielki hałas, jak na festiwalach, kiedy gasną światła, wtedy się odpalam
Kiedy wchodzę z bandą, lepiej bij na alarm, kiedy wchodzę z bandą, lepiej trzymaj z dala się (Yeah)
Co bym nie zrobił się czuję, jak wrak (Yeah, yeah, yeah)
Nie ma uśmiechu, jak wpada mi stan
Zwiększam dawki — jaki microdosing? Ja z ziomem z ławki takie mamy hobby
Chcę wszędzie marmur, jak w hotel lobby, jak zwiększam dawki to znika homie (Yeah, yeah)
Ty dawaj mi diament, bo chcę za ten talent, chcę więcej na szyi, chcę więcej na ścianie
Ja kiedyś jak zombie, omijam śniadanie, to siadam do stołu i muszę się [?]
[Zwrotka 18: Stypa]
Cypher disco, cypher w [?]
Moje nazwisko, powiewam wszystko, wychodzi ze mnie Mefisto
Ghost Rider, moje pytania nie są łatwe
Odpowiedzi spisuję na kartce, Easy Rider
Tureckie sample, szukam swojego lokum w rap grze
[?] nie znasz mnie
Ja pokazuję się naprawdę, moje emocje nie są ładne
Może nie znam się, ale widzę szczerość, jak patrzę
[Zwrotka 19: Dominika Płonka]
Liczę, że mi się oświadczy nad Lake Como
Nie chodzę na event'y, potem płaczę, że mam fomo, pomoc
Staliby walcami — szczek-szczek — znowu sami
Ciekawi mnie, czy za szeroki t-shirt mnie dziś zbawi
Prawie miałam polskie Grammy — mam i już lubię smak
Czuję, że mam wszystko w garści i wiem, co wam grać
Bije mnie, już nie zostawi [?]
Mixtape będzie na błysk
[Zwrotka 20: Boron]
(Yeah)
Modlę się o to, by to nie był sen, bo wczoraj śniło się piekło
Wjebałem się w to chyba tylko dlatego, że coś we mnie pękło, oh
Gdzie to dziecko? (Zgubił mnie ktoś) Nikt nie widział, czułem się jak Nemo
Jestem za wsi, to się nie dziw, że na finale każdy ziom był ze mną, oh
Ty weź się ogarnij i to zrób po prostu, ja daleki od osądów
Mama mówiła: "Pielęgnuj to, co masz w środku"
To najwyższa pora, żeby się odpłacić kochanym rodzicom za ten cały trud
Dzięki nim mam braci i nigdy bym nie pomyślał, że mi przyjdzie poznać jeszcze dwóch, oh, see you on tour
[Zwrotka 21: Kadoem]
Byłem na casting'u do Nowe Rozdanie, siemano — Kadoem na planie (Planie)
Dobrze, że hype tak to organizuje, bo zapraszali mnie na gadkę
Teraz trochę fajnie, Leo pozdro z fartem, gonimy to, ja gonię zawsze (Zawsze)
Chyba, że ja go nie znajdę, to zobaczymy, kto mnie w końcu odnajdzie, wow
Teraz z siebie dumny jestem, robię kroki milowe, płynę w to, jak surfer
Tyle mam na dysku, że płonie mi serwer (Yeah), wyciszam beat — zbieram manę na wejście (Ej)
Róbcie mordy przejście, bo generuję mocy, stale na pełnej
Cypher roku, to Kadoem babe, dwie jedynki — moje małe, małe serce
[Zwrotka 22: Kubix]
To nowe rozdanie, więc nie mogło mnie tu zabraknąć
Od ponad dekady, wierny słuchacz ze mnie, więc pora już profity zgarnąć
Żadnego numeru nigdy nie wydałem, a wszyscy mi mówią "Weź w końcu coś nagraj"
No i w to wszedłem od razu na grubo, tym razem obok nie przejdzie mi szansa
Teksty ciągle piszę do szuflady, chyba trzeba ją otworzyć tak dla zasady
Bo polski mainstream, nie daje rady — zajawa zniknęła, wszystko dla papy
Czasem jak patrzę na to gówno, jakie ma views'y, to cierpię na ciężki ból głowy
Ale ja nie mam zamiaru walczyć z rozkminami, bo znów skończę napierdolony
[Zwrotka 23: Hajper]
Wczoraj zacząłem, a dzisiaj to kończę, bardzo przepraszam — nie mówię o zwrotce
Co drugi raper nie wie, co to postęp, każdy wydawca wie, co to jest podstęp
Proszę, nie proszę, bo teraz Mateusz stoi pod koszem
Czekam na tylko jedno złe podanie (Odbije goat'em i zrobię kontrę)
Ile na koncie? Ile na bani? Stałem przede bramą tu zalany łzami
Złamany w pół tak, jak Titanic, nie tacy sami, góra między nami
Cały na biało jakby wjechał papa dopiero teraz Wam mogę pomachać
Chłopaki przyszli tutaj porozrabiać jak mnie nie wezmą, nie moja strata
(Hajper)
[Zwrotka 24: Tommy]
Z moją racją [?] miasto jak [?] rzucam kartą — jestem tak fresh
Nowy syn z koleżanką, że Tommy to nie aktor, ja po prostu klikam record, play
[?] będę jej królem, jak George Best
Choć nie żyję spokojnie, czekaj na bombę — to Ci poryje łeb
[?] kładę to dla swoich ludzi z biur [?] ludzi, nie, musisz mnie nie lubić
Mam coś, czego nie kupisz, szacunek, pokora to moja domena
Zajebałem reset i nic się nie zmienia i nic się nie zmienia
[Zwrotka 25: Kycu]
Gubiłem siano w weekend'y, które miałem płacić za błędy
Zawsze z labiryntu jest wyjście, ale nie wiedziałem, którędy
Twój ziomal podjebał patenty, a mówi, że styl to autentyk
Czasami nie widzę koloru, a znam przeróżne gradienty
Nowe rozdanie — robię to na full, żeby odjechać karetą
Za długo z tyłu, idę na przód — wyprzedzam cały peleton
Zbyt wiele rzeczy zadawało ból, byłem wycięty, jak dekolt
Dziś sobie już twardo wyznaczam grunt, a nie jestem geodetą
[Zwrotka 26: YSY]
Zazwyczaj jak działam, to też myślę
Nie czekam w miejscu, aż okazja przeoczy mnie
Bez kompromisu, wiesz, ciągle czas goni
Próbowali podejrzeć, mam sosu tyle, mogę się zastawić
Umiem się poruszać jak hustler, nie już twoich, mam własne
Póki ze mną stoisz, masz kaskę, swoich będę zbierał na zawsze
Pełny słoik na stolik, wjeżdża Black Sushi - ja to sushimaster
Biegnę jak Sonic, jak widzę akcję, nie mają szans na eliminację
[Zwrotka 27: Cookin]
Mam to na własność (Na własność)
Dla moich homies, ma być to co dla mnie (Yeah)
Stawiam uważnie kroki od dziś, widać to dużo wyraźniej, yeah
Wylosowałem damę pik, nie potrzebny mi bodyguard
Mam do gierki pin, nie masz prawa mi doradzać
Już się najeździłem, chcę mieć własnego kierowcę
Jak kupować mam napęd, to mamy pływać w komforcie
Jak mam iść na restauracje, mają być podwójne porcje
Wiem, nie jestem w tym sam, nie zostanę na lodzie
[Zwrotka 28: Ksentaks]
Typy chciały, żebym skusił — ty jedynie kusisz mnie swoim regresem
Z każdym featem jestem głodny, a ja nawet nie przechodzę na dietę
Przecież dobrze to zagrałem, DJ znowu zrobił zamęt
Zbijam pionę z moim fanem, ale dla mnie to jest zbyt poje-poje-poje-pojebane
Jestem independent, sprawdź mi dokumenty
Nie mam czasu na ciebie — jestem zajęty
One nam patrzą na ręce jak na przynęty
Cypher roku z ziomami będę następny
[Zwrotka 29: Montasouce]
Cyrkulacje atmosferyczne, a wokół kamery, życie dystopijne
Rejestrują twoje ruchy tak jak Kinect, ale moje ruchy są dla nich za szybkie
Zostaje powidok, zmieniam się jak Ditto, oczy zielone, bo liczy się pitos
Nie liczę na litość, robię to na cito, jestem niestabilny tak samo jak bitcoin
Stawiam duże kroki, a wszystko idzie od serca
Potrzebuję ludzi, kiedy puls się znowu zwiększa
Nie chcę znać umiaru, bo za bardzo kocham ten stan
Vice versa, ciągle u nas bez zmian
[Zwrotka 30: Ja22y]
Czuję się dzisiaj jak baristka, dupy się pienią na mój widok
Typom leci piana z pyska, na IG, no i na żywo
Mieszam ciebie z błotem, kawę z mlekiem — spicy jazzy latte
Ty bez smaku, tak jak lura, twoje wersy to jest ass
Czarna kawa, czarna skóra, twoja dupa — flat, white
On ma biały nos, ale baby to nie MJ
Jazzy to movement, bez ruchu nie wiem kim jestem
Ale po co mam się ścigać, piętą haczę o poprzeczkę, Jazzy
[Zwrotka 31: North Side District]
Yeah
Ja i bliźniak to jak 2 for U, stylówa Italia, bo wszedłem tu z buta (Okej)
Tutaj nie jeden, a dwóch, to sztuka, mi się dużo ciśnie na usta, jak tukan
To nie tylko hasło na koszulkach (Okej), tak się to robi u nas (Aha)
A Czerwiec to niespodzianka, idealnie na upał (Wow)
Najpierw miałem chill, dopiero potem odpaliłem Netflix
Zmieniłem patent, to mój no styl pattern, no i potem odwołałem się do perki
Ostatnio jestem nocnym markiem, (Ej, wooh) sprawdź mnie
I tak odkryłem patent na dni, których jeszcze nie znacie
[Zwrotka 32: Ywis]
Gdy miałem pare lat na karku, to był już poryty łeb, bratku
Wjazd na chatę, to nie żaden parkour, próbowali mi mamę zatłuc
Dlatego mam słabość do kobiet, one wychowały, ja teraz je bronię
Postawa, którą wyjdziesz nigdy dla szpanu, na wszelki wypadek się zbroję
Mam stalowe nerwy, lecz kiedy potrzeba zapłonę
Nigdy nie przestanę pisać co u mnie, więc lepiej przygotuj mi toner
Na to mam ciągle ciśnienie, codziennie w numerach tonę
Może nie dla mnie to miejsce na scenie, ale na pewno to przed mikrofonem
[Zwrotka 33: Rvsek]
Cypher roku, ona mnie pyta, co znaczy to Nowe Rozdanie
Rzucam to, rzucam te wersy, kochanie, żebyś miała kwiaty codziennie na śniadanie
Pakuję, pakuję z paru ludzi, każdy z nich chciałby być niezależny
Wszystko bez presji, rzucamy dalej to solo, patrząc się wokół - nie ma konkurencji
Jara ją to, że jestem cham, miasto wie, że jestem top w chuj
Poczuj się jak ja, poczuj to, co mamy w środku
Nie mam ochoty już więcej nawet z nimi gadać
A ludzie pytają o drop - 500 numerów na dysku, moja dusza ciągle krwawa
Rus
[Zwrotka 34: Torro17k]
Wszystkie błędy wyjebałem do mic'a, bo może to on mnie obroni
Przeklinałem wszystkie te wersy, dziś wiem, że przyjąłem już w kurwę naboi
Za dużo jest pewności siebie, więc bary ci mogę przyłożyć do skroni
Wrzuciłem drużynę na skórę, bo wiem, że nie będę już musiał jej gonić
Bo kochałem za mocno to, wyjdzie na sto, nie będę, kurwa, się prosił
Nie chodzi tu, kurwa, o sos, postawiłem cel i chcę go dokończyć
Mam własne ścieżki, pierdolę twoje pole do popisu, kurwa, serio spore
Zrobiłem komnatę, no i to podwoję, no i to podwoję
[Zwrotka 35: Killyaree]
Zwrotki z precyzją jak Lewis Hamilton, 300 na zakręcie robimy z finezją
Mała by chciała potańczyć przed wejściem na parkiet, uraczyć się kreską
Dla niej nieważne, kto będzie na scenie, jaki jest trash code
Tylko patrzy na okazję, bo w środku ma już wbudowany sensor
Bez rąk, bez rąk, bez rąk, nie
Rób to tak jak chcesz, ale patrz na mnie
Tyle wizji do spełnienia, żadna z nich nie spełnia moich wymagań
Nie możesz ciągle stać w miejscu, tylko, lala, musisz się w końcu postarać
[Zwrotka 36: Dr00py]
Chore czasy - w nich młody dzieciak, nie umiem odnaleźć miejsca
Piszę teksty, by chociaż chwilę nie czuć ciężaru na rękach
Bo dźwigam ciągle tą presję, próbuję zwalczyć depresję
Próbuję odnaleźć szczęście, chcę mieć tylko ciebie, nic więcej
Wieczorem piszę kawałek i nie mogę zasnąć, bo w głowie wciąż rap
Jestem dzieciakiem z tak porytą banią, bo się nie wysypiam już od kilku lat
Ciągle widuję jedynie koszmary, wspomnienia bólu z najebanym starym
Ciągle mam wizję zapłakanej mamy i brata, jak leżał we krwi prawie cały
Ty mi coś gadasz, że dostałeś pałę, ja dostałem pałą, wiesz, niejeden raz
Przez to ty jesteś jedynie bananem, wszystko co mam, musiałem zdobyć sam
[Zwrotka 37: Nikodem Kacper]
Nikodem Kacper, I'm going on. Trenowałem ten sokoli wzrok
Cierpię za wasze wady, choć ten imperatyw mi każe odchodzić w mrok
Stany lękowe i prochy, i mam powoli dość, znów nowy rok
Miałem nie dożyć go, ale ponownie mnie zawodzi los, joł
Mam wyjebane w te gadki o plecach i jaki street credit
Nikt nie potrafił się do mnie odezwać jak wychodząc z domu, bałem się jebanych cieni
Siedziałem gdzieś na oddziale zamkniętym, pisałem ten jebany dziennik
Nie było cię kiedyś, to nie masz prawa mnie teraz tu, kurwa, ocenić
[Zwrotka 38: Eber Trapini]
Żółwik mówi, że cypher rap, barsy mają być konkret
Kładę ósemkę jak kładę na blat po czteropaku razem z ziomkiem
Miasto bardzo dobrze mnie zna, czas puścić to na Polskę
Nie zwalniam tempa, dociskam gaz, to przewózka tak jak Porsche
W domu się nie przelewało, za to na blokach to się przelewało
Poleciałem w melanż i zrobiłem save'a, jak upadałem, kurewsko bolało
Kiedyś na alko mi się wydawało, że to dobra droga, mi się wydawało
Teraz wydaję na muzę i prowadzę dialog, pytam, czy było warto
[Zwrotka 39: Macher514]
W piździe mam, co mi powiedział ten streamer jak oceniał prevki
Mam w życiu jebany serial jak Netflix, kariera dla bratków jak Świat Według Kiepskich
Budżet na produkcję rośnie, bo mnożę cyferki, brak szansy na Brexit
Nie ma szans, zostanę na zawsze, suko, jak 5 1 4
Nie każdego stać na tak diamentowe barsy
Spokój w mojej głowie, kiedy ona nago tańczy
Miliardy na koncie, bo milion już nie wystarczy
To jest przeznaczenie - tak mi powiedziały gwiazdy
[Zwrotka 40: Kara]
Wasze zgrzyty to na migi, ja nabite karabiny, idę walczyć
Niezbyt lubię takie disco biby, ale pora, podróby, z wami zatańczyć
Robię robotę, nakurwiam to tak, jakbym była robotem i daję ci znak, pora zarobić flotę
Odchodzi strach, bo, dzieciak, jesteś kotem, się nie da? To patrz, ej
Ja dzisiaj do lustra tu patrzę i się nie boję
Za długo czekała, żeby zabrać to co moje
W sobie noszę smutek, a to on zbudował mi zbroję
I nawet, gdy osiągnę wszystko, co dacie, to nie będę czuła się bogiem
[Zwrotka 41: Miły ATZ]
To nie wyzwanie, to tylko hip-hop — jego zasady, a nie żaden contest
Ksera od dawna są rozjebane i to moja wina, teraz czaisz kontekst?
Do sporych rozmiarów ci urósł ten kompleks — fake'owy diament — ukryty frajer
Patrzę z żalem na świętego bassu ostatni kawałek, aż się przekręcił na amen, teraz cię zje jego crowd
Przyznaj się fanom sam, co odjebałeś i że cierpi przez ciebie cały twój skład
Złapałeś zawieszkę, nie pomoże DELETE + CTRL ALT
Miał być szybki escape, a teraz, lamusie, masz no way out
[Zwrotka 42: Krzaku]
Joł, wychowany na wsi, gdzie cała gmina miała dziewięć tysi mieszkańców
Ciężki początek — umarł mi ojciec, chyba tak przykazał Pan Bóg
Piszę wtedy pierwszy numer, zapłakany nie widziałem w sumie szans już
Wytaczały się melanże grube, a dopiero piętnaście na karku
Potem poznałem ekipkę w mieście, robię se rap o blokach, a chcę przekazać całą swoją wizję wreszcie
Wstydziłem się pochodzenia, bo nie mamy ośki, ale piękno w okolicy, e
To nic nie zmienia, zawsze jak wracam, to mam tam na kogo liczyć
[Zwrotka 43: Kajetan Wolas]
Nie jestem z rapu, tylko z popu - teraz żadna różnica
Ja lamentuję nad słowami wypowiedzianymi na ściance po Fryderykach
Taka branża delikatna, ja, zapomnieli co to prawda, ha
Dalej myślą, ze to hip-hop, a w duszy kasa gra, a w duszy kasa gra
Mam ziomali z miasteczka, kto tu, kurwa, mieszka?
Ziomali ulicy pozapisywanych w teczkach
Jednego nie goni już temat, po latach walki ziomo się pozbierał
Widziałem więcej bólu w życiu, teraz się czuję jak weteran
[Zwrotka 44: Cozza]
Przypomina mi się osiem lat wstecz, gdy robiłem taki rap, mówili: Kuba, nie — wstyd, oh
Chcieli wybić na mnie dołki i zgnieść, te patusy, ale położyłem chuj na testy
Robię wiele, by się czuć najlepszym, no i po to mielę znów tam wersy, muszę pójść na większych
Bo robicie taki rap, gdzie wy chcecie go pchać? Może co najwyżej pójść na festyn
Znów każdy mówi: ogarnij w końcu, ale słabo, czemu robimy to samo jak basket?
Los rap gry wisi na moim włosku, to się może, dobry Boże, opierdolę na buzz cut
I co jeszcze? Nie mów że tę grę bezczeszczę, dobrze wiesz, to bezsens, będę wreszcie wieszczem
Muszę trafić chyba 777, wokół widzę tylko siedem nieszczęść
[Zwrotka 45: Innestany]
Mordini, nie mogę przestać, jakbym popadł w nałóg na zawsze
Zamiast do AA, wszedłem do HH, teraz codziennie latam na trapie
Chcieli mi wmówić, że mam żyć normalnie, typy, co widzą tylko ból we mnie
Chłopcze, jak taki ból tylko zobaczę, jak spojrzę na ciebie przez lustro weneckie
Wierzyłem w siebie tak bardzo, że w końcu to stało się prawdą na życie
Ja wolałem [?] z tą gardą, nawet jak gardzą i smieją się w pysk, ej
Ja czuję się trochę jak w Squid Game, ale dziś jako reżyser
To, co przeżyłem przez muzę, mogłoby grać na Netflixie
[Zwrotka 46: Miśta]
Ciszej bit, no to wchodzę, bo lubię wyzwania, więc zawsze coś szponcę
Nie będę pierdolił, że nikt nie zrobi jak ja, bo chcę byś usłyszał moje starania
Mam na to patent, posiadam zajawkę, reszta przed ekranem robi za karę
Wersy oni robią tak sztuczne, jakby się chcieli tylko przytulić mamonę
Zaraz pościelę i będę spał wiecznie, wolę robić to niż podać wam rękę
Wokół te same sztuczne uśmiechy, [?] wybić tam zęby
Zaczynam na nich zakładać swój kaptur, bo się boję o swój uśmiech
Za uchem krzyż mam, bo Bóg wie, jakich mam słuchać potrzeb
[Zwrotka 47: NDL]
Tyle barów, co posiadacz kamienicy przy ulicy Nowy Świat, byku
Ty to aplikuj jak powrót do starych nawyków
Cały rap trzeba douczyć, żeby takiego dosięgał poziomu
Ich fani mówią "absolutne kino", a to teatr dla gojów
Moda tak przesłania klapy tumanów, że nad rymy kładą nastrojenie kluczy
Chcieli się upchać jumanym ze Stanów, no ale niestety kradzione nie tuczy
Macie chroniczny ból dupy, niedziwne, że by uśmierzyć, se jebnięcie batka
Ty ciągle dajesz tu lipę i suszysz, weź ksywę "MC Herbatka"
[Zwrotka 48: Natashka]
Stary wannabe poucza na DM, a w jego numerach brakuje przekminek
Chciałby odmłodzić się tak jak [?], a flow ma drewniane, to zjadam [?]
Och, kobiecy rap im nie na rękę, wyścig o to, kto ma większego
Czują się tak jak Młody Werter, bo nie mogą ścierpieć, że są na sezon
Przez moją [?] rozsiadam się na kanapie, patrzę na ludzi z dystansem
Nie chodzą na polowanie, ale zjarani tematem mówią mi o złotym strzale
To nie moja bajka, a po tym singlu pokocham Szpaka
Nie będzie mnie w domu, jak chcesz dzisiaj wpadać, bo odjeżdżam w trackach
[Zwrotka 49: Astrograjek]
Wpatrzony w gwiazdę, ale od dawna nie chodzi o Quebo
Się utożsamiam, bo mam małego, a rapuję, jakbym miał dużego
Mija mi tak miesiąc, polej mi Prosecco, byłem karateką, wolę być legendą
Miałem [?] nie chodzi o pieniądz, ale nawet w wersach nie wracam do tego
Wiedziałem, że Mata wrzucił dzisiaj tracka z Marylą Rodowicz
Eksploatacja, bo drugi raz w roku musieli ją, kurwa, rozmrozić
Chociaż jak ona, mój drogi słuchaczu, wybuduję pomnik
Nie tańczę na grobach, tudzież od dawna już nie słucham Mobb Deep
[Zwrotka 50: Tucker]
S.O.S. need some help. I'm just jokin got no stress
And I'm still M.I.A., so I'm runnin different pace
Can you catch me in this race? I shoot buckets just like Shai
Bitch, I'm him, bitch, I'm differcut feelin blessed
Got no pressure in my palms, only chest pains from my heart
As if this wasn't enough, all these heartbreaks got my stuck
For a while, but I'm back, just like Duncan in 05'
And my baby heeps me sane all the time
So we good!
[Zwrotka 51: Lui.Gi]
Gdybym się dowiedział, że po mojej nucie na SB dostanę jebanej depresji
Pewnie bym wrzucił sam to na kanał, a może zaczął levelować face
Spróbuj powiedzieć o sobie w debucie, że jego 5 minut jest dopiero prevką
Gdzie Bambi wyprzedaje stadion w minutę, a ty grasz suporty przez Antonym Escą
Let's go! Nie skończyłem nawet zdania, w połowie słowa postawiłem kropkę
Pełna ksywa jak Bedoes i pełna sala, ma być koncert
I Netflix and mix/master, nowe numery na WeTransferze
Polecę trochę jak Guzior, hype nie chybił przy cypherze
[Zwrotka 52: Big Jed]
Kto rano wstaje, temu Bóg oddaje, a ja, kurwa, wstałem se pierwszy
Właściwie to nawet nie spałem, bo jakoś sumienie wypada zwycięzcy
Tak jak już wspominałem, nie ma na świecie rapera w połowie dobrego jak ja
Ty, ale Kanye więcej odsłuchów, dawaj, poczekamy kilka miesięcy
Po tym, co widzę na co dzień, na ławkach raperzy już są bardziej fruity niż męscy
Byłem tak biedny, że kroiłem z bratem kajzerki na cztery, a nie na dwie części
Jak reszta skończyła nawijać, to ile ci pytań zostało w ich kwestii
Ja ci odpowiem na jedno - sam nie wiem, jak wjebałem do ósemki tyle t...
[Zwrotka 53: F.U.$]
Suma, suma, suma, pamięć mam dobrą w liczby
Duma, duma, duma, w środku same blizny
Znowu mam tetrahydrokannabinol w płucach i wylane wino
Płacę i płacę, i płacę, mamy to, potrzebuję [?]
Boże, chroń mnie przed idiotami. WOW. WOW
Gruby posąg, palę blunta z sarmatami
Na tej samej półce razem z insygniami
Podpisany pakt z elitami
[Zwrotka 54: Halamson]
Mówili, że to mi nie wyjdzie, a wyszło im bokiem to znów
Jeszcze się nie wypaliłem, a wchodzę w to jak dobry buch, biorę za dwóch
Głosy nie polecą na mnie, bo szykuję już kilka urn, włożyłem w nie trud
I szykuję już taką sztukę, że dzwoni o wystawę Luwr, idę na łów, yo
Twoje cienkie linie, wziąłem, dokończyłem
I można się cieszyć przez chwilę, że najlepszy byłeś, bo kiedy nawiniesz
To, co zwykle piszesz, to sorry, I'm out, jara mnie prawda, a nie gruby chain
Chyba, że na wokal mi kładzie go Max, bo gramy o rekod, a nie tylko fejm
[Zwrotka 55: Sobe]
Helikopter w głowie jak Inspektor Gadżet, ja jak THC, bo jestem w temacie
Nie ma co tłumaczyć wersów większości, jesteście jak żaby bez głosu, i tak nie skumacie
W głowie pandemonium jak widzę, kto stoi na podium
Za sobą mam paru ludzi, wypluwam prawdę jak Uzi, otwieram usta, stoję w ogniu
Oh, no! Nadchodzi weekend, powiedz, czemu znowu widzę
Slowmo, zarzuciłem kotwicę na chwilę, znów płynę
Pod prąd, dzieciaku, nie mów mi nic, że skille
Wyrywali zęby tradycji, dlatego dziś widzę jedynie
Szczerbaty folklor
[Zwrotka 56: Infinitum]
Odkładam na potem, a potem nie mogę się zebrać i siebie poskładać
Tak długo to trwało, aż w pysk uderzyła konkretnie mnie brutalna prawda
Znów sam, znów w takich stanach, znów brak chęci naprawiać
Więc mijamy siebie bez słowa, jednocześnie krzyki tłumimy w klatkach
Ściany płaczą w moim mieszkaniu, słyszały jak naiwnie wołałem Boga
A przecież nie wierzę więc tylko się zaśmiał i olał, a nie ulitował
Musiałem się dźwignąć, bo, kurwa, wiem, że to jeszcze nie była moja pora
Choć na dachu bloku w końcu czułem spokój i byłem gotowy lądować
[Zwrotka 57: Felix]
Ej, a moi ludzie tu grają, by zdobyć ten blask
Stawiam na siebie i czarny, by znowu przytulić to, kurwa, do łap
Mam swoją Trap Queen jak Fetty Wap, zawsze tu jadę jak Tony Stark
Przeliczam peso, ASAP jak Rocky, trafiam do celu, to zawsze jak Kobe
Znowu tarapaty, mówią "traf do prawdy", choć nie trawię tamtych, zawsze trafiam w karty
Ja mam łeb otwarty, znowu kładę barsy, chuj w wasze kontrasty, nie tykam się farsy
Tamte piguły już dawno przestały mnie klepie, nie klepie się jak była Edzia
Co by nie mówić, ich wersy to ściema, [?] Heavy Weight, ślę pozdrowienia
[Zwrotka 58: JCKT]
Nie pytaj, czy lepiej to zrobię, zapytaj, czy mam na to czas
Będę na topie w grobie, ale propsuję to dawanie szans
Moje myślenie jest płytkie, no bo za stary, by wydawać płytkę
Od zawsze chodziło o hajs, stawiałem va banque, wyszedłem Zabłocki na mydle
Wasze tu E.T. nie pasuje do mnie, dlatego aplikuję dystans
Pierdolę tabelki w Excel, szczerze powoli się gubię w tych cyfrach
Wypisałem na siebie weksel i teraz jestem winny to sobie i wam
Mam blachy TK spod godła CK, sick ey scyzor, pozdro, man
[Zwrotka 59: Heky]
Ciagle sam zarobiony, dlatego tak rzadko już wychodzę z chaty
Jestem tak bardzo skupiony na sobie, nie słucham już dawno, co gadają dziady
Polski słuchacz oczekuje za mało, odpowiedź jest prosta, bo jest niekumaty
Tutaj, jeśli nie kojarzą ksywy, no to ciężko będzie, żeby ktoś je sprawdził
Nie muszę się starać, nie muszę nic pisać, twoja suka zamawia, [?]
Nie muszę nic udowadniać tobie, bo mam dużego, muszę to podkreślić
Popełniłem bardzo dużo błędów, ale wiem, że każdy z nich tu był konieczny
Czasem mi brakuje motywacji, ale mimo tego wiem, że jestem wielki
[Zwrotka 60: Mati Orzeł]
Wcale nie czuję się major, dopiero za rok maturę
Wcale nie czuję się major, ale najważniejsze, że i tak w tym syfie ja kluczem
Wiesz, musi coś w śmiesznej muzie, stres, tyle, a nie częstuję
Mieć trafiać, [?] haram, lubię odstawać i nie tracę tempa, wciąż na misji mam poczucie
Czegoś pragnę, inny świat jak Hodak lub [?]
[?] to nowy goat albo to nowy Don tak jak ATZ, A do Z, ha
Co dzień od nowa jak Kanye, nie feniks, bo popiołu po mnie tu nie ma obecnie
Rzuciłem szlugi na moment, nikotyna w plejce nadal płynie nieźle
[Zwrotka 61: Amek]
Na papierze wyglądam jak gwiazda, w rzeczywistości jestem jeszcze lepszy
Choć paru się [?], co ma lepsze teksty, lecz moja prezencja wybija im zęby
Jak pewnie słyszysz to ledwo, co gadam, lecz nie znam wymówiek, to mental zwycięzcy
Po drodze po trupach przyszedłem jak w dżungli [?] i się tutaj od węży
Każdy z chłopaków chce zwęszyć coś, jednego po drugim pochłonie noc
Nie zliczę, ile minut poświęciłem, modlić się w ten niecały rok
Każdy chce mieć swój sos, ja krzyczę mocno "Celine Dion"
Nagrywam to mamie w jej święto, mam nadzieję, że widzi, że Netflix skręcił to dzieło
[Zwrotka 62: AZ-YL (Natura2000)]
2000 pokazało IQY
Czyste powietrze — przyjechało N2K
From hometown do, do WWA, centrum, szama, cypher, blant
Inwestuję cały hajs, cały czas, za to całe życie oddam
Lubię być taka nieporządna
Hiphopowo się obsuwać i zawsze dobrze wyglądać
Kiedy wjeżdżamy do studia — cztery koła, V class furka
Hidden gemsy błyszczą w buźkach when we laughin' throught the rooftop
[Zwrotka 63: Barti (Natura2000)]
Wrzuciłem na skóre to logo przed fanem, z bratem mówili że nam nie pisane
Zjedliśmy obiadek, to pierwsze danie, a menu naturki jest większe, niż ci się wydaje
Pozycja to miasto Poznań, bo ja hometown, 2000 pilnych spraw
Jeszcze pewnie sama pozna, no bo nie ma miejsca, by uniknąć nas
[Zwrotka 64: Saburrakap (Natura2000)]
Kiedy zarobiłem pierwsze 2000, nie wiedziałem, że wyjebię je na...
Nie wiedziałem że zostanę ojcem, hustlin' żyćko to nie życzeń koncert
Lekkie zdziwko, gdy wyszliśmy z wiosny, kosekwencja — ją na plecach niosę
Chcesz być worldwide, nie chcesz (?), jestem local, to mój koń, nie jockey
[Zwrotka 65: Kminiu (Natura2000)]
Mam look, a mówią mi Kmicic, wąs coś a'la Mario, Luigi
Mam block flow jak 2000 Biggie, a odkąd mam nową to wychodzi w kiki
Ale widzę kumpli, niezły zbieg, to komitet może za bezcen
Taki cypher jest owoc i król, ich 2000 jak naszych dup
[Zwrotka 66: Mati Ważny]
Jeszcze nie mam prawka, jadę jak Maybach, to Mati Ważny, zawyżamy standard
No i kiedy płynę, bije wciąż ode mnie pasja, stary, cały dzień, ja mam punche jak Fight Night
Od łaków bije frustracja, nie chcę, żeby mieli założone łapy fani, kiedy sobie stoją pod sceną
Oni to im weź nawiń coś, będą mieć tylko facepalma
A ja nie odpuszczę nawet jak pod górę, niedługo wszędzie usłyszysz mą muzę
Uwierzę, tchórzem nie jestem, co upada wciąż, a ten co już nie próbuje
Nawinę to na żywo, mam skille, popłynę jak Sitek, zacznę se mainstreamem, zabiję jak CJ
Ci raperzy tutaj są jak eutanazja, bo nie istnieją bez wtyczek
[Zwrotka 67: Areck]
Razem z bratem gdzieś na setne piętro, by dokopać się do tego, muszę przejść przez piekło
Wygrać z losem wcale nie jest lekko, jestem zawodowcem, a więc weź nie pierdol
Coś we mnie pękło, przechodziłem te tunele, w których w dzień jest ciemno
Mam nadzieję, że ty będziesz ze mną, razem zbudujemy w sobie siłę nieśmiertelną
Tego się chwytam mocno, by samemu wyjść na prostą
Otoczenie każe żyć nam ostro, po weekendzie znowu zdycham, siostro
Ten san, gdy myślę o tym, by przestać
Życie to ring albo teatr, bo tylko dlatego znów jestem na deskach
[Zwrotka 68: Jeremi Kun]
Robię tą muzę wciąż, przez co jestem pewny siebie
Nawijam, co mi w duszy gra, a ty siedzisz sobie z copywriterem
Robię te tricki tak jak magik, mówią ziomy, że to świeże
Może przez to za dzieciaka mylili mnie z Harrym Potterem
Młody Jeremi, czuję to flow, mam deja vu
Ja nie zwalniam, to nowy shit, to nowe rozdanie, nie mam pretensji
Ten beat łącze jak sprite i lean, z buta sobie wchodzę na All In (Lean!)
Dla wszystkich moich enemy, ja to poker królewski
[Zwrotka 69: 9ssey]
Czuję się sam dopóki nie gramy, czuję się źle, ale widzę zmiany
Czuję ten dźwięk nie tylko uszami, rozpalam głowę nowymi bodźcami
Tworzę zasady, by łamać zasady dla czystej zabawy
Tworzę obrazy, ale nie zobaczysz ich swymi oczami
Brakuje mi czasu, nie brakuje many, sortuję w sobie zalety i wady
Rzucam grube bary, dalej jestem badyl, oni mówią do mnie jak: pokaż to (?)
Kiedy gadamy to biorę wspomnienia, chowam do szuflady
Chciałem na chatę, bo było mi zimno, a znalazłem azyl
[Zwrotka 70: chmuura]
Jestem niedostępny ciągle, jak suka co chodzi w parach, połamany stelarz — zrobiła raban
Najarałem się, jestem zielony jak Shrek, albo jebany Starbucks
Nagrywam traczek, u mnie nigdy flop, jest fama na mieście — każdy zna jej lore
Jestem straight, [?] jak [?] nigdy na stałe, zostajesz na noc
Na noc tylko, myśli że mi nie zależy — trafiła na bingo
Nie chcą miłości ze mną, chcą trafić na billboard, potrzebuję Bletki jak Kizo
Chce się ożenić, myśli że dostanie ringstone, mała, nagrałem piosenkę o tobie, ustaw to na ringtone, albo sklej pod to TikTok
[Zwrotka 71: Baby V]
Kiedyś mówiłam za dużo, dziś milczę, słowa jak na pal nabite
Tekst zapomniany jak te złe wspomnienia, teraz tylko w przyszłość widzę
Oni mówią mi "bądź bardziej positive", to nie Disney XD
I'm [?] some crazy bitch
Wait, ja spalę ten dom, blok, wypluwam żar, Baby to rockstar
Gdzie mój guitar? To nie tylko lifestyle, ja w żyłach to mam
[?] trying get a layer, guess who [?] heart
What [?]
[Zwrotka 72: Ajgorek]
To Nowe Rozdanie - to wąskie grono, chociaż i tak nie dla wszystkich starczy
Z jednej paczki, z jednej klatki paliliśmy papieroska na trzy
I potrzebuję jak sierota matki, noszę nie swój ciężar jak surogatki
Brak pomysłów, nadal nie wiem czemu, znowu dałem ciała, nie jak koleżanki
Habemus papam, złoty dzieciak [?]
Od wilków krata, skóra owcza dobrze w to gra
I nie umiem się poskładać jak nie idzie po mojej myśli
Z nimi nie chcę gadać, wszystkich wyciąłem jak green screen
[Zwrotka 73: PeBe]
Stary, możesz mieć do siebie wonty, odkąd się układa to sypiam spokojny
Miałem w planach, a nie braki formy, ziomal dostał szansę — weźmie kwit do torby
Mama, chilluj, u mnie wszystko oki, wziąłem w ratach, żeby dopisało szczęście
Olałem poprawkę, żeby dopiąć projekt, weź mi poka typa, z którym też tak będzie, weź spadaj
Skandują ksywy jak gramy, więc wpadam, nie ten sam chłopak co trzymał się zasad
Branża zmieniła, jest nie do poznania, więc jedną w niej jestem, a drugą spierda-da-da-da-da, spierdalam
Chciałbym odpocząć z dala od gniazda, chciałbym odpocząć, a wbiło jak drzazga
[Zwrotka 74: KARYCH (NAUTOFON)]
Ludzie wrzucają napis do koperty albo napiszą na [?] Free Gaza
Chciałbyś coś zmienić, to wyjdź na ulicę i przestań pierdolić i kłapać
Menago mi krzyczy nad uchem, że mamy gotować virala
Stary, mam złamane serce i puste portfele, więc jak mamy zmienić to ghetto na Copacabana
Ej, jestem pokorny, chłopak
Nie potrafię nadal jeździć na desce, a zobacz jak umiem grindować
Daję popis jakbym rządził tym państwem, nie głupio mi, że nalewam wam kawę
Na waszym miejscu odmawiałbym pacierz, nawet nie wiecie, co znaczy mieć pracę
[Zwrotka 75: MATI KABALA (NAUTOFON)]
Mam w jedną stronę bilet, plany dalej niezmienne
Wciąż dobrą drogą idę, szczęście jak 3 razy 7
Chcę pod sceną las rąk, jak grawer być [?] na scenie
Ale nic za darmo, to pracuję ciężko tak jak [?]
Przejada powoli się branża, brakuje smaku, gdy dolewasz sosu
Ja z ziomalami inna klasa, bo mamy na to własny sposób
Po debiucie urlop, już pora, by wrócić do głosu
Bo było za nudno, więc to więc Nautofon da wam za chwile pierdolony album roku
[Zwrotka 76: henri walter boyer (NAUTOFON)]
Potrzebuję nowych bodźców, co dwa dni jestem na dworcu
Nie mogę narzekać, bo sam tego chciałem, mój talerz jest pełen w końcu
Pozwól, że posłużę radą, chociaż masz flanel, nie jesteś Fantano
Nie lubię small talku, szkoda mi czasu, do not disturb, nie miej o to żalu
Do mnie, non stop kminię nuty z ziomem
47 - to dla Steeza, ciągle mam na głowie PRO8L3M
Muza poza algorytmem, nie wiem, co jest teraz modne
Shuffle Niontay with some Coltrane
We got jazz like A Tribe Called Quest
[Zwrotka 77: WAVEYBERRY]
WAVEYBERRY, nie chodzi tu o wyniki
Tylko o zajawę z puszczenia wam tych linii
Zachowuję balans na granicy ciszy
Tak jak mnisi medytuję, przeliczając pliki
Wavey Surfer jak na fali Kelly Slater
Backdoor przepływam przez cypher. I hope see you later
Bo mam ochotę na rapgrę, ochotę na wakacje mam
To taki Wavey life, Wavey bounce
[Zwrotka 78: Leder]
Pierwszy raz wczoraj dostałem i kurwa, nawet nie wiesz, jak się cieszyłem
Wtedy na nic nie liczyłem, mam zajawę w chuj, no to się zgłosiłem
5 lat napierdalam muzę, jak widzę okazję, rucham się z bitem
Tego też nie musze wygrać, po prostu muszę powiedzieć publicznie
Chcę jebać każdego, co dołożył cierpień, do tego daliście nadzieję, co czuję raper
Jak grali na 400 osób na hali tak wielkiej, że zmieściłoby się miasteczko
Zwinęliście się szybko, bo kasa nie wpada, przecież [?] jeździ koleją
Daliście pomysł na cypher, dla mnie to czysta przyjemność
Miałem się tu nie dogrywać, ale zwyczajnie muszę coś wyrzucić
Pierdolę cały ten big up, bo mogę mieć szansę, a chuj im do dupy
Ja nigdy nie dissowałem, bo nie jestem grzeczny, ale nie głupi
A w sumie to fajnie się chodzi i powie to każdy, kto nawijać lubi
[Zwrotka 79: Mubinczi]
Daj mi bit, choć coś czuję, że odda mi
On odda kwit, zachować [?] pot i łzy
Czas na mnie, nie wiem, nie chcą mi dać, to sam go wezmę
Bo nudzi mi się już czas na glebie, nigdy nie byłem tak pewny siebie
Nie chcę więcej smętów, głupich sentymentów, w życiu popełniłem już za dużo błędów
Za dużo luzu, a za mało bandu, live se ustawiłem pod rytmy bębnów
Nie, nie zgubię na tym zębów, o to nie martw się
Czuwa nade mną mój Stróż - anioł Antares
[Zwrotka 80: Matty Manosa]
Tłumacz się światu, bo i tak cię nie posłucha
Żyj tylko dla siebie, nie dla blasku, mówi dusza
Czasem chcę rodziny, ale brakuje mi ciszy
Jestem w tym sam, powiedz, jak mam być dla innych
Mówią, że blizny dodają charakteru, nie mam tatuażu, łeb pełen problemów
Życie bez planu, nie szukam schematów, wystarczy mi miłość, nie potrzeba [?]
Po prostu powiedz, czy mnie zapamiętasz
Wystarczy, że dziadka zabrała mi demencja
[Zwrotka 81: CYMER]
Zawsze mają problem jak wchodzę, no bo wchodzę mocniej
Ziomek dał torbę, teraz rozkminiam to wszystko jak Orwell
Ten twój rap to bardziej roleplay, weź już zamknij mordę
Ciągle szponcę z ziomkiem, jestem pojebany konkret
OK, nie widzę już nic, tylko te złoto, co wrzucę na ścianie
Montuj to z CCTV, jak dowozimy będziemy w chuj za nim
Wbijam na Netflix, chill nawet trochę inny niż, gdy wbijam, po moje [?]
Ciągle na fali jak serfer, ale nie chcę być już spłukany
[Zwrotka 82: OSI Osiedle]
Codziennie prowadzę rozmowy z Bogiem i pytam się, pytam, kiedy moja kolej
Jeszcze korony założyć nie mogę, najpierw złote płyty postawię w gablocie
I w pancerz jak jakiś [?] zbroję, bo chciałbym być smokiem, a jestem gryzoniem
Drogi na szczyt to nie ścielą piwonie, a ciernie bolesne, co kłują cię w nogę
Jezus nie pytał czy krzyż chcę wziąć na dłonie
Po prostu to zrobił, przeżywając wciąż agonię
Ja chciałbym być również tak odważny, za bliskich oddać swoje zdrowie
Może wynagrodzę to kiedyś pieniądzem
[Zwrotka 83: Shymczyk]
Mój pokój już widział to wszystko, coś jak Kai Cenat
Lubię mieć poukładane barsy, ale dzisiaj chyba wolę je rozjebać
Mama pokazała kto to Czesław Niemen, a ja pokazałem jej Smarkiego EP
Najebawszy winem z moim dobrym ziomem słuchaliśmy młodą fokę gdzieś pod sklepem
Pokochałem muzę, tak jak Pasut krechę, pokochałem hip-hop, jak mój dziadek setę
Idę po wolność, po nic więcej, nawet jak skują obie ręce mam jeszcze mordę żeby krzyczeć
[Zwrotka 84: Alie]
Wjeżdżam jak wrum, wrum, wrum — Mario Kart
Wiem, że nie wiesz co mówisz, mała, chodź bez pauz
Jestem serio zakochany w tam naprawdę, ale
Jeśli pogubiłem drogę — muszę zejść, żeby znaleźć nową
W życiu pojebało mi to pare priorytetów, ale w sumie nikt nie mówił że tu będzie kolorowo
Jak mówią o tekście, to nie wiem o co chodzi, no bo zawsze to dowożę, jakby jechać [?]
Suko, pochodzę z południa, to zrobię to bez promo
Twój chłopak stoi na baczność, a to ja zgłaszam gotowość
Mamo, żartowałem, jeśli będzie trzeba, wjebię to na każdy billboard w kraju, będę jak Tony Montana — słowo
Teraz ta muza mnie budzi, chciały wbić tu [?] się spóźnia mi budzik
Robię ją dwa razy, trzy razy — się nigdy nie nudzi, twoja mokra tylko jak wyjdzie z jacuzzi, Alie!
[Zwrotka 85: MaKo CEO]
Raperów dzisiaj jest tylu, że więcej nas matka nie miała
Moja reakcja to poker face, jak niby mam stracić twarz?
Jak niby macie coś dobrze przekminić, tak większość robiąc na spontanach?
Jak mamy ciągle wymyślać i nie zapomnieć, co to prawda jest?
Staje tu czas, skąd mamy wiedzieć jak skończy się test?
Raperzy chcą się wybielać off-white, boje się, że sam się znajdę w tej grze
Mamy 3000 innych różnych zajęć, a jesteśmy
Bo scena to miejsce jak Stasiuk, a Ceo Movement uczyni je lepszym
[Zwrotka 86: Chappie]
Jestem typem typa, co ma w głowie postęp, halo, Pascal, czy gotuję dobrze?
8 barów, mordo, to nie problem, mimo wszystko mam ciśnienie w normie
Chappie nie robi nic dla kasy
Chappie, Chappie, czasu mi już wystarczy
[Zwrotka 87: Mucha]
Dawaj na kort, walę po cross, twoja rakieta w chuj zajechana
G. Jak coś to kol, boli cię Mucha, to pewnie też rana
Ciągle grywamy tu bez zmian, stalowe płuca, a mamahuana
Ty, kurwa, jebany pantoflu, jak w Millie Walky wkręca cię baba
Żegnałem ojca i parę tych łez, 28 na karku, a nie ma tu barw
Muszę napocić się, by dużo zjeść, muszę rozjebać jak trafi się hajs
Na muszce nie tylko hajs, głowa rodziny to jebany flex
Nie udostępnia mnie Hype, studio to etat, a wjeżdżam jak szef
[Zwrotka 88: Dżanglu]
Życie biorę za lejce, nigdy na zeszyt, widzisz mnie w naprawdę dziwnym momencie
Nie mówię, co i z kim, byle nie zapeszyć, ale jak się nie cieszyć, wiedząc, co będzie
[?] jak zwykle, co najwyżej trochę pijany powietrzem
Robota wymaga, żebym trzymał fitness, promo, biznes i widać to na piśmie
Choć [?] długie schody, stawiam kolejne kroki
Póki młody Balboa i A$AP w jednym [?], odkąd umiem chodzić
Nie ruszyło z miejsca od razu nic u mnie
Ale parę osób trzyma pięści w górze i tylko dzięki nim biegnę dumnie
[Zwrotka 89: Bracki]
Brat właśnie rozpierdala grę o siano, ja w narożniku zrobiłbym to samo
Miałem z nim na salon i wsiadałem w pociąg, ale wczoraj życie mnie połamało
Więc nie rzucę braggą, żadnej bomby, przykro mi mała, dzisiaj nic o tobie
Co mogę dać wam na ten moment emocje i ból
Cały w szkle, jestem cały w szkle na szczycie
Kiedyś spotkamy się, wiem, wiem
Daję wiarę, z dziadkiem w sercu na stałe, pchamy to gówno najdalej
Żeby był dumny, żeby zbił grabę, kiedyś ze mną za to, amen
[Zwrotka 90: Kalin]
Ej, ja mam dwie twarze jak noc i nie wiem jak będzie
Cipy mają obite mordy, jarają się podziemnym KęKę
Wiążę krawat i odrzucam Necesser, się obejdzie
Chciałbym być niezawodny jak mam być w tym brudnym świecie
Chcę czegoś więcej, nie ucieszy mnie sama posada
W kółko ten airplane, nie chcę sypiać już na terminalach
Nie wiem, gdzie lecę, na okrągło wzrokiem po ekranach
Udaję, że żyję beztrosko, ale w środku dramat
[Zwrotka 91: Energizer]
(BOSS!)
Od tematów boli głowa, a nie od tematu
Ja to typ co da im papu, jak proszą poratuj
Serce ze stali to dowód, że kocham to na zabój
Nie jesteś taki sam, inny biegun, z innych światów
Nie mam bólu, nic nie czuję nawet gdy się kłuję
Dziś już robię teraz to, co miałem robić później
Wiem że trafiam im do głowy, mordo, nawet nie celuję
Miały być duże obroty, a ty dalej jesteś w dupie
[Zwrotka 92: Skowi]
Moja chata, moje studio, jeden mic, jeden pół kot
Najwyższa pora wyewoluować, póki nie jest za późno
Oby to Skowi już zczaił, no bo jak nie zczai, no to się zawali, grunt
Bo jebanymi nogami komenda "don't panic" nie pomoże mi tutaj już
Stop! Takie wizje wypierdalam gdzieś na złom
Dostaję wciąż na pizdę kłody, ale nie dam wziąć mojej głowy na samo dno
Wypad stąd, sorry, nie sorry, bo to mój dom
[Zwrotka 93: Zbrocki]
Pierwsze wersy w swojej głowie lokowa��em, bo zostałem wybrany, no i jakoś tak wyszło
Błyszczę się w mieście, prawie jak diament, nie wiem od kiedy, ale od początku tak było
W sensie wiesz, to nie przeszkadza, nie chcę by się to wysypało, po prostu znikło
Trzymam w rękach wszystko bardzo często, ciemność — światło zgasło, ale coś tam mi błysło
Mam styl, mam look, mam to czego chcesz, street credit buduje mi swag
Nowy, i świeży, i kolejny dzień — gdy mogę to robię jak chcę
Mój wers jak strzał, nie żart, nie wstęp, choć wielu by chciało mnie zjeść
Mam styl, mam look, mam głos, mam cel, mam styl, mam look, mam głos mam cel
[Zwrotka 94: Jean Paul]
Wystarczy jeden strzał jak Kennedy, pa-patrz jak robię legacy
Scena mnie bawi, gdy tekstem się dławi, jak wchodzę, wszystko się pali jak TNT
Bo w sercu mam ogień, a w głowie mam plan
Nowe rozdanie, ja wchodzę va banque, nowe rozdanie, a stare wilki docierają do dna
Nie będą mi klaskać, nieważne scena czy klatka
I'm Achilles, fuckin killer, you can't hurt me
Jedyne, co możesz, to do pięt dorastać mi
I'm the realest ice-cold thriller, to jest w jedną w stronę bilet, by wywarzyć drzwi
[Zwrotka 95: Najda]
Pełne te kartki, a w sercu to pustka, wylało się ze mnie, teraz to już luz mam
Patrzę tak na was, wy mocna przewózka, buty za 5K, mi wystarczy stówka
Ale na pół dnia, bo potem to jadę do studia
Jarać się będę jak [?], to co pobudza, ten płomień to muza
W moich butach niejeden by upadł, nie wiem, kto by wytrzymał aż tyle
Prawie straciłam rodzinę, emocji w chuj i te migreny co tydzień
Ciebie coś lekko zaboli, to palcem nie kiwniesz, się czujesz jak w filmie
Posłuchaj tych barsów, mogę być twoim dubbingiem
[Zwrotka 96: Walek]
Mogę wyjebać to w cholerę, ale nie chcę, czasami tylko ona mnie rozumie i potrafi wesprzeć
Bez spięć i pytań, co ostatnie, co pierwsze przecież, na końcu i tak sam dziś zdechniesz
[?] znowu kręcę to w maskę, znasz to, daydream jak Lupe Fiasco
Mam jedno życie, w której jedną prawdą jest dbać o bliskich, choćby to był hardcore
Stosy wyrwanych kartek, ale dbam o składnię, stosy wyjebanych kartek jak po MacDrive'ie
Zawsze gram to dla tych, co chcą czuć bardziej i być więcej niż tylko popularnym slajdem
Mam szczęście, mam szczęście, bo znam je, uczę się doceniać małe, duże, każde
No i mimo, że czasami trochę każde to warte więcej, idę na dno tym statkiem
Cypher
[Zwrotka 97: DuGi]
To nowy cypher roku - czytaj "Nowe Rozdanie"
Jak tak patrzę na zgłoszenia, to was zjadam na śniadanie
Wszyscy tacy sami jak połowa raperów
Tylko potem się nie dziwcie, że wam nie skapnie tantiemu
Ja jestem ciągle taki sam
Pomimo ran dalej w to gówno gram
Robię to sam i nie potrzebuję ciebie
Będę już przed tobą jak się obrócisz za siebie
Aro
[Zwrotka 98: Monteka]
To tak na wypadek, jeżeli serce by przestało bić
To nie przypadek, że opuszczam backstage gotowy do gry
Mam tyle stylów, bo mam tyle twarzy i dlatego sam siebie biorę na feat
Mój żywot to sandczyk dlatego, gdy gadam o sobie, to czasem chujowo brzmi
Znowu sam w tej ławce - zachowanie karygodne
Zbyt donośna wrażliwość posadzona w kąt
Mam licencjat z alchy - to nie żadne myśli chłodne
[?] długopis, gdy w gardle łamię głos
[Zwrotka 99: Wimek]
Za rok zarabiamy cash, oni mówią że to nie cel, ale wiesz, wiesz jak jest
Potrafię nawijać sobie na żywo, okej, problem pojawia się, jak trzeba wgrać take
Jak trzeba grać w [?] to easy, easy, możesz po wersie znienawidzić
Ważne, że, kurwa, zapamiętasz, ważne że wykręcisz wynik
Chcę wykręcić tak jak 77, ty się przekręciłeś tak jak na rulecie
Chcę wykręcać, kurwa, mercedesem, nawet prawka nie schowałem jeszcze w kieszeń
Chcę się zwolnić i zarabiać wersem, a dopiero wczoraj podpisałem papier
Chcę rzucać barsem, jak na etacie, ale odejdź z tym kontraktem
[Zwrotka 100: xad]
Mieli mi na... mieli mi na bani to jaki jest tani, zero swagu tu masz many
Nie mogę jeść, moi zaspani, zamknięte oczy, a i tak to pali
Zabrali głos, to wziąłem z powrotem, już trochę dorosłem, nie jesteśmy mali
Jesteśmy z Polski — duże kroki, białe Jordany, daję im podpis
Lecą pieniążki — to PLNy, to nie dolary, jestem z Polski
Robię piosenki, basior łamie kostki, na te wasze pociski już dzwonię po posiłki
[Zwrotka 101: Zajoncel]
Chcesz wejść wyżej, musisz umieć zejść na dno
Młody Zając chce naprawić trap prawdą
Ziomal chce dotykać nieba, a tasuje śnieg kartą
Fucked up! Los zostawiłem gwiazdom
Temu, kto wymyślił hajs życzę najgorzej, a chcę kochać wszystkich
Pomaga mi Jesus Christ, diabeł mnie kusi, bo patrzę na liczby
Get the money & die, way too high, by żyć w ciszy
Twój raper pełny kłamstw chce cię skrzywdzić w tajemnicy
[Zwrotka 102: dao]
Dao, to Nowe Rozdanie, level to kupno, nie żaden najem
Najem się jak zrobię banię, a nie pamiętam, kiedy zachlałem
Wykładam wersy na cypher, sprawdzaj to wietnamskie stillo
Hip-hop jest moim bękartem, bo żyć trzeba umieć, co by się nie urodziło
Dziwko [?], serio, kiedyś myślałem, że znalazłem jedną
Dwójki w ostatniej ławce kiedyś łapałem, teraz czwórkami se robię rozpierdol
Wjedzie cała ósemka, to w mordzie szkliwo ci pęka
Beka, zerkam, myślę - fajnie, to na cypher, spoko, Zippy, ogarnę
[Zwrotka 103: MBLISS]
MBliss [?], rzucą na papierek
Nikomu niepotrzebne 8 barsów bez kolejek
Połowa kandydatów ma to samo brzmienie
Współczuję waszym sędziom, będą musieć to ocienić
Bicior dosyć suchy - mój producent zrobi lepszy
Jakbyście chcieli kontakt, to być może wam podeślę
Jeśli poziom to Netflix, to na koniec powiem szczerze
Trzeba więcej stylu, a przyniesie wam go MB
[Zwrotka 104: ŚWISTAK]
Ciągle nas niszczy to, co otacza, przy tym oddziela jak krata
Szkoda mi zioma, wjebał na główkę i ciągle gdzieś pływa po dragach
Nowe tracki, czeka moja mała, więc gotuję refren i tak go nie sprawdzam
I tak ich zjadam - to wykwintne danie, kiedy daję bary, to są dojebane
Moja muza nie jest do jebania, chociaż przy niej ona [?] jak Maybach
Jak wchodzimy na nowe piętro, to nie pukam, tylko się tak wpierdalam
Mama, robię to na serio, zobacz, jak po loopach gadam
Lata koło chuja wasza gadka i tak jej nie sprawdzam
[Zwrotka 105: ANANAS]
Połowa typów z top 100 to jest chuj, nie flavour, miałeś być real [?]
[?] znasz Dave'a, nie tylko Dave'a, O.G. [?] ścierwa
Mamy wszystko wav'ach, a pali się rezerwa, look, Młody Fruit, czyli Pan Osiedla
Przezroczysty jak [?], cypher roku, tu też mamy save'a
I nadal mam brudny vibe'ik jak ulice w Płocku, żyję tak jak wychował mnie old school
W wersy wkładam to, co trzymam w środku, tyle razy spadłem, tyle od początku
Ale nadal na ringu, weź to kumplom podlinkuj
Bo mój album na każdym WLKP winklu słuchany przy joincie i drinku
Owoc
[Zwrotka 106: Sowa]
Zrzuciłem z siebie stres, lżej mi się wstaje
To nie jest Nowe Rozdanie, to Nowe Rozstanie
Nie mam chwili na zamęt
Rzucam wszystko, dzięki za pamięć, byle po swoje, na zawsze, na amen
Byle po swoje, na zawsze, na amen, nie pierdolę, kawa na ławę
Alto tenorem rzucamy na tapet, low male też daje radę, załatwia sprawę
Załatwia sprawa, zaciskam sprawę
Wiatr w żagle, wsiadam na statek
[Zwrotka 107: Nowek]
Wchodzę stylem sobie jak [?], nowy Nowek, powiedz swym kolegom
Zamuliłem, lecz gonię peleton, robię lekką ręką nawet jak miałem dość
Nie robię tego, żeby mieć pamiątkę na starość
Mała przewiduje mi przyszłość jak tarot, w gazecie z wczoraj czytam - się udało
I w końcu nie ma godziny, minuty, sekundy oddechu aż nie wpadnie becel
Brak wątpliwości, że dobrym wyborem było dla mnie odstawić piątkową setę
Wszystko dla ludzi, jeść stale z umiarem, dlatego miarkuję wam, co o mnie wiecie
To, co od nich się odwlecze, to ode mnie nie uciecze
[Zwrotka 108: ZAPPA]
Pokaż mi drugiego chuja w tym mieście, co zbiera widownię jak ja
Dawaj, który to kładzie jak ja, pokaż mi, to złapiemy na track
Mic check, może wyjebało ego, masz rację, bez niego to nie ma na starcie
Mnie, 3 numery dziś, 3 miesiące bez numeru, ale dalej nie gasnę
Zmieniamy lokalizację, na mapie świata zostawiłem flagę
Kolejny klip to kolejny rajd, kolejny bagaż doświadczeń
Ten przedział wykupiłem cały, bo potrzebowałem pogadać z mic'em
Dzisiaj zostaję samemu, bo tylko muzyka to dla mnie jest plaster
Jak byłem dzieciakiem, Magiera powiedział mi, żebym nie przestawał tworzyć
Plany pokrzyżował COVID nam wtedy, ale to początek historii
Przy każdym kroku za sobą teraz to zostawiamy kamień milowy
Młody Zapstini na górę, wszystko to jeszcze zdążymy zarobić
[Zwrotka 109: MILa]
Miałam od dawna potrzebę na wypowiedzenie tu nie tylko siebie
Choć w tym spektaklu społecznym nie jest to na miejscu, nie jest to na rękę
Seksualizujecie nawet moje sumienie, kształt w ust, w jakim lekko nadaje beatu brzmienie
Wasz oceniający statement niby mam się wstydzić siebie
W tej branży zawsze zdobi nas naga prawda, a kobiety to najlepiej tylko naga
Więc robię dalej, wolę coś powiedzieć niż pokazać
Więc powiem wszystko wam
I sprzedam wszystko dziś, nie chcę sama w kolejce stać, białych koszul trans
[Zwrotka 110: Duczak DDOT]
W bani mam krzyk, głosy i czuję jak wpadam, Żółw napisał do mnie, to jak mrówka działam
Twoja aparycja cienka i naciągnięta, suko, tak jak membrana
Du-Duczak budynku minimum 8 pięter wyżej, mordo, jak oktawa
Na bitach Młody D zawsze z pierdolnięciem tak jak Robert [?]
Czas teraz [?] jaki brat kultury, ja mam to w DNA
Mała torebka, nie Gucci wypełnia sobie nas, nie ma co zbierać
Widać, że chcesz się wygłupić, żeby o show-biznes się poocierać
Dla mnie to dawno jebać takich ludzi Duczak DDOT, sprawdzaj to, siema
[Zwrotka 111: T5Z]
Skumaj ziomalu, że w bani mam zamek, dlatego zamknąłem na klucz go
Kiedy demony przejęły tam władzę, przyznaję, że było mi trudno
Chciałbym stąd uciec i to jak najprędzej, bo przyszłość w tym miejscu mam próżną
Gdyby emocje miałyby obraz, to wieczornym niebem me płótno
Poradzę sobie bez nich, mam w głowie cel i chęci
Muzyka mnie tylko napędzi, ja nie mam talentu, uwierz mi
Nieprzespane noce odsypiałem na lekcji, uwierz mi
14-100, miasto na mapę dam pierwszy
[Zwrotka 112: Kabano]
Jak pracę na sobą po Daily mimo, że nie poszedłem na studia, to wychodzę z niego, kiedy się ściemni
Ziomy mi mówią "z muzą się uda", a ja udowadniam im to na pętli
Żeby ogarniać, muszę być trzeźwy, pozjadać zęby na tym, być pewnym
Siebie jak hazardzista to ugrać, marzenia po to są, by je spełnić
Serio, ponad rok temu już serce mi pękło
I to na własne życzenie byłem tego pewien, a teraz to widzę, że kurwa to [?] był na pewno
Widzę, jak życie jest ciężkie, a widzisz, duszę mam lekką
Jestem tylko człowiekiem, a ludzi ciągnie do złego
Dlatego w kieszeń schowane mam ego
[Zwrotka 113: Kiki]
Te same buty, te same story
Wszyscy się kopiują, to nie wybory
Oboje nie mamy zasięgu
Omawiać stany naszych lęków
Wyłączam powiadomienia, bo myślałam, że to ściema
Nie rozumiem, nie pojmuję, jakim chujem ten świat funkcjonuje
Te same miny, te same słowa
Niby jesteś sobą, ta, daleka droga
[Zwrotka 114: 3brat]
Spalam do gwizdka to, kręcimy dalej bez planu na [?]
38-300 hasta la vista, czekałem długo, już kara jest bliska
Też byłem głupi, bałem się parter opuścić, kmina [?] Po co to nagrywam?
Gorilla Glue, King Kong Flow, biję się w klatę, stojąc na budynkach
Bez przerwy dzwonek mi dzwoni, lecz to nie break up, kolejna lekcja
Bez ściemy mogę to zrobić, tamten to fejk, a nie nasz kolega
Ile się w tym nie popierdolić, nie pogubić się w priorytetach
Nie ten typ, który miał [?], ale nie stykło mu już na Uberach
[Zwrotka 115: Marcys]
Najbliższy cypher to miałem jak myśli na bani zebrałem i miałem je w grupie
Nie daję [?], czy lubisz mnie, ważne czy na to zasłużę
Oni to ludzie, a mi się wydaje, że to nie ludzie
I dobrze wiem, że lubi jak lubię, otwieram buzię
W bluzie w wysokiej temperaturze, a temperament no to, kurwa, mam [?]
[?] to wybiegamy, biorę ten bit, jest ugotowany
Znowu woda, płyn, [?] dojebany, mój czas to gotowy i zwarty
Pytam, ziom, czy gotowe to mamy, [?] cypher podpisuje Marcyś
[Zwrotka 116: Musielak]
Pole do popisu na 8 linijek jest dla mnie o wiele za małe
Bo za dużo myśli mam na raz, czuję jakbym wkładał cygaro w pudełko zapałek
Wyjebałem stówę na pociąg do Wawy, a do programu i tak nie dostałem
Więc zarezerwujcie mi miejsce, chociaż na cypherze i chociaż wygodnym przedziale
Chłodna głowa to podstawa, choć w gorącej wodzie kompany od zawsze jestem
Myślę jedno, robię drugie i analizuję później to, co zrobić lepiej
Czasem nazywam to multi-tasking, inni mi mówią, że to ADHD
Kiedyś pokonałem wadę wymowy i dzisiaj wymownie na to chuja kładę
Bo dykcję mam clean
[Zwrotka 117: KAZEK]
Gdzie jest, kurwa, moje 300 [?], na RedBulla by mi chyba stykło
Identycznie robiłby numery jakby do wygrania był tam cały milion
A nie pół, delivery tak jak Kevin De Bruyne, chcę, żeby dotarło wszystko
Wolę powiedzieć, co myślę na tracku, a nie przekazywać to impost, dziwko
Wiedzą, że mogę to dowieść, K do A do Z to nowy kurier
Jak będziesz się dalej tak wozić po mieście, to dasz radę jedynie zawieść wytwórnię
Aż koło zapiszczy, nigdy nie bałem się głośnych i wyższych, Kazek
Mylą ksywę z Bałagane, wszystko jest poukładanie i błyszczy diament
[Zwrotka 118: VARAN]
Ma forma, smakowity kąsek, wykręcam język, by sprostać jej
Nie spieszyło mi się z wejście głębiej w grę, no bo lubię długi foreplay
MC wciąż niegotowi na combat, widzą mnie i są jak: "co to za postać?"
Język ognia, flow paranormal, a mam to w sobie od lat
Więc mogą mi... podoba mi się tu, jakem MC mogę rozpierdalać tłum
To stay in school, lepiej się doucz, boli mnie twój
Lirycznie epicki dramat, prawdziwy skill mógłbym wykładać
Chcesz żebym dał ci dojść do zdania, to musisz się trochę postarać
VARAN
[Zwrotka 119: Yami]
Żółwie robią warm up, a to jest, kurwa, warm up
Netflix daje blow up, włącz mi, kurwa, glow up
Dobre rymy często chowam, godne dychy [?]
[?] do dupy ci znajoma, jeśli nie, to idź się edukować
Ruchy tylko forward, za mną nie nadążasz
Mógłbyś buty mi pucować. mógłbyś mi pucować
Ale nie dosięgniesz tu - zbyt high for you
Patrzę się w dół, na lamusów, like you
[Zwrotka 120: 0rzeł]
Ciągle robię to samo, mamo, dam muzę fanom, bo robią wynik
Na poczekaniu skleiłem całość, a ty w tym czasie masz dwa adliby
Mam schizę rano, bo Oki pisze, a ci co z lali, teraz chcą featy
I trzy kontrakty, bo widzą procent, a ja chcę trochę więcej muzyki
Słyszę krzyk, pełno krzywd prawo lewo, za długo byłem w ciszy
Żeby mnie to nie dotknęło, za długo żyłem w dziczy
Miasto prawie mnie połknęło
Zło nie liczy się z niczym, znów za rogiem czyha przemoc
[Zwrotka 121: RaV]
Mówili mi... w sumie nie wiem, co mówili, nigdy nie słuchałem opinii debili
Co wbiliby igły i widły, pobili, zabili za wynik, bo wszystkim na dyni siadł
Przechodzę w głowie ten labirynt sam, nikogo nie proszę, nie chcę w ciszy stać
Czekać aż się wzniosę i popłynę w dal, czekać aż dorosnę i rozwinę żagle
Mała zabrała, nadziei dziś nie chcę żadnej
Zamiast niej mam pewność siebie i wiem, że wystarczę
Zakładam pancerz, nie noszę korony, nie chodzę na tańce, karate czy jogging
A rozkładam matę i królewskim walcem rozjeżdżam i rozdaję kopy
[Zwrotka 122: Tobiaszslatt]
Robię to gówno 7 lat i ciągle idziemy po swoje
Każdy kurwa nowy dzień, robimy nowy ten projekt
Próbowali mnie już zabić, próbowali wejść mi na głowę
Każdy problemy ma z banią jak przychodzi zarobić forsę
Nienawidzę sceny, nienawidzę wszystkich ludzi
Sztuczne te uśmiechy, ciągle każą się nie budzić
Jestem w swojej kuchni, chce tu tylko robić duży sos
Jestem ciągle w hype'ie - czuję się trochę jak hype talk
[Zwrotka 123: Bielak]
Mam plan, cały czas jak [?], pora chcieć, pora mieć, pora biec [?]
Pora coś zarobić, żeby śmigać sobie w najkach, na klatkach nowy shit, nowa armia
To jest nasz czas, kiedyś tylko popychadła, skumaj, poczuj to, co jest na trackach
Złapał mnie stres, kiedy łapałem za mic'a, a teraz nie zobaczą, gdzie to poszło
Jestem [?], robię rapy z kolegami, ze mną sami pojebani, to poznajcie mnię po krokach
Gady, gady mi gadają gadu-gadu, całe życie underdogiem, ale takim całym w kolcach
Daj, daj, dajcie stówkę, dolewali, a my rapy nagrywamy, teraz już nie widzę końca
[Zwrotka 124: Gustaw Śpiewa]
Ta twoja muzyka to taki kryminał, że dobre chłopaki czekają, aż zleci
Często wygrywam, bo mówią mi "winner", za skille nie muszę płacić licencji
Robią mi zdjęcie, jak Szymon Hołownia nie czuję napięcia, bo mógłbym tak co dnia
I muszę się streszczać jak mój Chat GPT, młody G to za wysoki level dla ciebie
Bo wkładam w to serce [?], weź doceń, z ciebie nie wycisną więcej jak izoterm
Słyszałem w chuj plotek, to śmierdzi jak potem, ej, choć teraz coś trochę
Pod teksty [?] zamieniam podteksty i bujają głowę
Nie mogę inaczej, więcej niż zlepek słów
[Zwrotka 125: Greg Barney]
Never needed lighter to warm you up and I don't need a lader to climb to top
When I opened my mouth their jaw dropped, but it wasn't like that from the start
Release my first track, thhey behind on me, I doubted myself so I dropped first EP
Addicted so bad to perfecting the craft, even ain't no sleepy
But there ain't no time for taking a nap, watch your every step, cuz it may be a trap
Even tho you make rap, read, what your'be singning, stick to your fam or wolfpack
There ain't no time for taking a rest [?] behind all the rest
If this cypher was test... [?]
[Zwrotka 126: rapteściowa]
Jestem rapteściowa, jak widać, mam swoje lata
Nie wyglądam jak raperka, ale jestem dość kumata
Twerkować to ja nie będę, ale głową chętnie ruszę
Więc mnie, ziomuś, nie lekceważ, bo cię do szacunku zmuszę
Lubię tłuste bity, no bo ciągnie swój do swego
Nieźle jak na twoje lata - nie mów mi czegoś takiego
Reprezentuję geriatrię, dumnie w górze trzymam głowę
Bo każdemu wolno kocham rap, to jest rozdanie nowe
[Przejście: Młody Damian]
Młody Damian
[Zwrotka 127: Młody Damian]
Jak byłem mały, byłem pizdą, ale zmienić czas mnie i zmieniła praca
Przyznaję, dostałem w mordę, ale jestem dumny, kurwa, że mam jaja
Na mojej wsi dalej pierdolą o mnie, szkoda, że to wszystko to fama
Wiem, nie można ufać ludziom, pewnie dlatego dziadek trzymał gnata
OK, chcę moich numerów covery, chcę pierdolone kamery
Chcę wille i cztery challengery, chcę tylko jednej kobiety
Spokój i dwójkę dzieci. Jak taki może być ten śmieć?
Jebać mnie. OK. OK. OK. OK. OK
[Zwrotka 128: Nocny Bufor (Vrthur)]
Nocny Bufor, lepiej zacznij palić wroty
Żyję w kraju, w którym oddech to kłopoty
Tak jak komp zawieszony, jestem lekko wzruszony
Mamy to, mamy to, mamy to, mamy to, mamy to, mamy to, mamy to
Gdzieś, że z rapu żartują, kiedyś mogłem sobie grać w berka
Teraz moje ruchy na Netflix możesz sobie puszczać w cypherkach
Nocny Bufor to dla ciebie nowy [?]
Jestem pewien, że już słyszałeś mnie gdzieś, ziom
[Zwrotka 129: MFG]
MFG — wbijam na cypher (Wbijam na what?), daj deal, nie w barter
Oni chcą rap, nie pop, no to weź, no to weź rzuć im faktem
No i weź rzuć to w chuj, przy was to strzelam jak na pustą bramkę
No i chcę pełny klub, buduję sobie na scenie posadkę
[?] a po lewej Maybach [?] ona ma styl, to prawda, ale teraz to moja szansa
Epką rozjebiemy scenę, a płytą po prostu po niej pozamiatam
MFG dla nich towarem, weź zobacz, bo przyszła dostawa
[Zwrotka 130: Flibi]
Wkurwia mnie ten czas, no bo nie mam czasu na nic
Chciałbym cofnąć się do czasów, kiedy byłem mały
Bo miałem więcej funu z życia, no i więcej money
A teraz [?] tak jakbym był pojebany
Mówią na mnie "co za pojebany typ?"
Co ja poradzę, że ambicja nie daje mi już żyć
I ciągle myślę jak tu wybić na ten szczyt
Chociaż wiem, że przejęła me stery, a życie wygląda jak sny
[Zwrotka 131: Stańczyk]
Ciągle mnie męczy ta jebana kmina - czy być pacyfistą, czy kurwy zabijać
Albo toniemy tu w jebanych smutkach, albo toniemy tu w jebanych drinach
61 miasto, to tak się zaczyna, o chuj, 60 i jedna jest kmina
Czy sprzedałbyś zioma za dukat, czy jakby było trzeba, to byś za niego zabijał?
[?] cała lecytyna, za dużo bucha, za często to zwijam
Miałem na moment się tylko rozluźnić, a bez tego to nawet teraz nie kimam
Oddałem całego siebie muzyce, jak dupa nie kuma, to mówię jej "bywaj"
Bo to moje całe jebane jest życie, a ty inaczej to sobie nazywaj
[Zwrotka 132: Rabit]
Syfu [?], dziś słuchacze patrzą na to
Kiedyś bym pewnie podjadał kanapki, tylko że dalej brakuje mi sos
Ziomek, se weź za to, a ty patrz na to
Ziomek, se weź za to, a ty patrz na to
W moim mieście chujem wieje od dawna, 42-200 podobne do bagna
Tagi na murach, powtarzana mantra, czemu psychika to stalowa klatka
Nowa siódemka jest na domofonie - dla mnie to zazwyczaj szczęśliwa liczba
Nie podziękujesz, to cię rozpierdolę, tylko weź proszę, nie wzywaj policji
[Zwrotka 133: Hensiv]
Barsy napisałem, idę na front, zawsze pamiętam skąd
Nie będę ściemniał, że jestem top, ledwo mnie zna mój blok
Ale moje bity mają moc, teraz wokal - moja nowa broń
Zrobię jej upgrade, słuchaj uważnie, strzelam jak gangi w nocy
Znowu nie spałem, bo, bo chciałem poleżeć z nią
Ona jest fajna, one jest zgrabna, czeka na final shot
Z nowego nagrania ziom mamy już katy na klipy
Nie muszę już płacić za bity, ani za mixy, ani za featy, ani za nic
Bo kleję to sam
[Zwrotka 134: WUZO]
W końcu możemy sobie pozwolić, by do innego kraju lecieć na wakacje
Choć portfel i tak zaboli, gdy zapłacimy nadbagaż z naszym bagażem doświadczeń
I mnie to pierdoli, że późno, bo kiedyś myślałem, że każdy spędzę już na ławce
Nie zamierzam gonić na próżno, bo oczy przesłania mi jedynie czapeczka z daszkiem
Znalazłem chyba tą jedną i widzę, jak bardzo jesteśmy do siebie podobni
Bo nogi pode mną i pod nią uginają się tylko jak korzystamy z siłowni
Czuję to wewnątrz, że potrzebne mi było upaść choćby po to, żeby się odbić
A nie być na serio jak piłkarz idący na emeryturę wypierdalać korki
[Zwrotka 135: Matiskater]
Waga z wami, nigdy nie mam dosyć, jak byłem na dole, nie chcieli podnosić
Na plecach skorupa jak Michelanego, no bo były fejki, co wbijały kosy
W pizdę zajawy, znam swoją wartość, Mati on the top tak jak [?]
Blant wygląda tak jak [?], w środku kamień, nie czuję emocji
Nie rucham już szmat, mi z kurwami nie po drodze
Za mną drogi szmat, no i w kurwę niepowodzeń
Za mną cały skład nie zostawi mnie na lodzie
Mam fazę na nagrywanie jak jebany ćpun na głodzie
[Zwrotka 136: 44GOTIE]
Mówią mi Gotie, dawno nie widziałem typa, którym byłem (byłem)
Zostawiłem ludzi w tyle, tyle, że przez to się trochę poryłem
Myśl ryje mnie, nie ma ich, nie ma mnie
Z każdą chwilą mam go mniej, tak, chodzi mi o tlen
Zabij strach, którym żyję, jebię zielone, a palę roślinę
Uważam na kroki, pod sobą mam minę, sam w to nie wierzę, że się obudziłem
Tylko do siebie pretensje, za co mam winić ich?
Za co mam ich winić? Znowu, znowu znikam z linii, ledwo żyję, jebać wynik
[Zwrotka 137: Flossy]
Potrzebuję czasu, nie AP, [?] dzięki
Będzie dumny blok-blok-blok [?] i wypijam [?] still be low
[?] jak dawniej, znajdź nowe flow, bo [?] wieje ci nuda
Siedziałeś za długo cicho, więc powiedz im Flossy, powiedz im, kurwa
Nie wiem, czy mogę przeklinać, ale jest po sprawie, no sorry, no sorry
Wchodzę kickflipem jak Tony [?] drip-drip, zbieramy plony
Cin-cin-cin, znowu dzwoni ci budzik, z dupy raz nie ogarniesz konkluzji
Wake up, wake up, wake up, wake up, wake up, pora się, kurwa, obudzić
[Zwrotka 138: BAGO]
Noszę paki inspiracji, nie zabraknie mi energii
To nie twój biznes, [?] ogarniam tyle pęgi
Wyjebane ego, bo o co chodzi, mam dzień świra
[?] przelot, brakuje luzu [?]
Nie mogę zrozumieć tego [?] na grubo [?]
[?] sporo [?] biorę, biorę
Moc hajsu w moim łóżku - to mój cypher
Dałem się nawet na coś więcej [?]
[Zwrotka 139: Houston]
Gość się boi własnego cienia, dla nich jestem jak Lucky Luke
Nie mów mi, że czegoś się nie da, kiedy wyglądasz jak trup
Ona klepie mnie jak hera, jestem ekskluzywny żul
Jak to powiem będzie afera, w huju mam co zrobi tłum
Gramy tu, nie [?]
Poświęciłem jebany czas, teraz nas słychać
Ja z muzyką jak Bonnie i Clyde — napad życia, życia
Na beatach robię kidnap — wyrywam plik, yeah
[Zwrotka 140: dronziu472]
W dowodzie wpisane "Rubik" mam, kieruje spryt i zajawka
Raczej nie próbuj ułożyć mnie, a kończę nawijać, ty zaczynasz klaskać
Wchodzę w to, nach-nach, browar i klatka, sklejam jak w kapkach
Bo zawsze liczę na swoich i to się powtarza jak w Sylwestra jebane final count [?]
Chciałbym w końcu widzieć szansę, nie się tylko rozglądać
Życie dało w sumie parę o różnych horyzontach
Nowonarodzony i gotowy na pogrzeb, skądże, nie zwątpię, szlifuję formę
Papier to odlew, gdy czekam na odzew, zegary stanęły jak żołnierz na froncie, dosłownie
[Zwrotka 141: oski\bk]
[?] ten track, [?]
Cwile czułem się jak wrak on the track
Byłem jak robot
Przejmowałem się każdym, tylko nie sobą
Całe życie byłem pewien, mnie to nie dotyczy
Inni w sumie mają gorzej, Oskar, przestań. Czemu ryczysz?
Mam ziomali, którzy brali, no i się poprzekręcali
Mam ziomali, co nie brali, no i zmiotło ich jak stali
Nie szukaj w tym sensu, bo go nie ma
Pojęcia sprawiedliwości nie zna mózgu chemia
Stany lękowe i ADHD
Skonfigurowali Sima, czy da se radę
Houston, mamy problem, potrzebuję uziemienia
Bo ostatnio odleciałem tak jak Houston, halo ziemia
Houston czeka trochę, no bo tu nikogo nie ma
Całe palce w błocie, wychodzę z podziemia
[Zwrotka 142: T.]
Powoli zapominam, gościu, już mam, co ty chcesz mieć, rzadko oddycham powietrzem
Chmura zakrywa mi solar, ja dalej działam na zieloną energię jeszcze
Spadam jak z deszczem, topię się, tobie to wydaje śmieszne
Toppię, wydaję w nadziei że pęknie, a i tak jest pięknie, yeah
[?] łamią obok mnie, życie jak sen
Nie mogę palić, to wieczorami grzeję [?]
Między słowami pytam o więcej, proszę o tlen
[?] piszę nocami, nie track, a tren
[Zwrotka 143: OG WIGGA]
Ziomal podesłał, więc kleję, to żyję dziś prościej coś jak od linijki
Jak kleję te linie, no to zawsze starannie, żeby do tego przywykli
Ich flow, ich styl, ich rymy kłują mnie w uszy jakbym robił piercing
W szkole to byłem żeby chuja robić i czasem od wkurwiania dyrki
Życie rozkłada mi talię kart, jak nie wypadnie as i tak dalej będę grał w to
Mam wypraną głowę i nie pomógł mi w tym Calgon, ślizgam po bicie się gładko jak masło
Robię to w pętli jak lasso
Jeszcze wymaluję świat; #Młody\Picasso
[Zwrotka 144: JAY-K & TO JA FIFI]
Nie pokażę ci tego, co chcesz to nie for you pay
Kocham deszcz ostatnio, tylko on hype leci na mnie
Hej, z fanami mam własne lingo
No i w sumie nam to sprawia, że mówicie "to nie hip-hop", Odkrycie Roku - tego nie było w moim bingo
Wybraliśmy język faktów, tego nie ma w Duolingo
Ej, duo tu, duo tam, duo nie kupisz za bitcoin
Hej, nie robię nic, oprócz tego, co nie jest na serio
Ej, oni tak myślą, (oni tak myślą na pewno)
[Zwrotka 145: LAS]
Nie nawijam makaronu, a mimo to wlatuje pesto i pasta
Wszystko ostatnio mi przychodzi łatwo jak tym laskom z OnlyFansa
Jeżeli chcesz mnie na zawsze, no to wydziaraj se moje logo
Ponoć mówią, że wyglądam słodko, ale nie zapłacę za to słono
W samych szortach kręcą na TikTok Shortsach
Lala, L.A.S. to bomba, niepotrzebny mi jest kontrakt
Daj mi kontakt, oh no, nie wypluł tego GPT
Piję ice cold kokos, drinki na palemce z liczi
Las
[Zwrotka 146: Sinus]
Sam zostałem, widzę, jak was nie ma, tu z cienia scraftowałem wszechświat
Czuję na sobie spojrzenia nawet, kiedy otacza mnie cichy sześcian
Rzucam liniami po kątach, to telenowela, samego siebie doceniam, jak widzę mrok
Trochę wyrafinowany temat, ale po to jestem, żeby podopinać takie wątki, to Sinus, a mój kąt
Jest prosty, ej, jeden ja, to jest mój okres, ciebie zalewa psia krew
Lepiej odbij, ej, albo podłóż always
Płynę zagubiony w tym lesie z betonu, za szybą gonitwa, ja chciałem tu chwili ciszy
Jestem kosmitą między planetami, to mój trzeci kwadrat jak Mitsubishi
[Zwrotka 147: Felipe]
Wypierdalam bombę, znowu pojawia się tu jakiś problem
Nie jestem głupi, nie siedzę przy kompie, a stoję przed mic'iem, no i ciągle szponcę
Nawet nie gadam już z wami, nie mam na to, kurwa, czasu, brachu
Tracki moje to dynamit, dlatego u swoich zawsze tutaj miałem szacun
Trema nie zjada, ciągle jestem sobą i prawda jest taka, że się tu nie zmienię
Pseudo rywali to, mordeczko, zjadam, ładnie się uśmiecham, wypluwam na ziemię
Odpalam nadajnik, biorę kamizelkę, biorę swą giwerę i wyruszam w teren
Spłonęły mi majki, muszę to załatwić, ale pozwól, że najpierw załatwię ciebie
[Zwrotka 148: Panfresko]
Zacznę owijać w bawełnę dopiero jak, bratku, wypuszczę se merch
Ja urodziłem się z nożem na gardle, nie pytaj, czy w domu był krojony chleb
Odwróciłem kota ogonem, kiedy, mordo, sobie popatrzyłem wstecz
Robiłem rap, kiedy padał deszcz, nie wierzył brat, no i tata też
Dla mnie to live, no a dla was cash, bo dzisiaj to nawet melodia się puszcza
Tak mało w branży jest normalnych ludzi, że tym bardziej cieszę, że Zippy to ugrał
[?] przymrużę oko, bo jestem za sterem
Wasz rap traktuję tak jak sedes, stawiam klocka na chłam tak jak YouTuberek PanFresk
[Zwrotka 149: Kivol]
Wychowała mnie muzyka, więc wcale się nie dziw, że robię to konkret
Nie kręciło mnie ich życie, zawsze z otoczeniem byłem innym gościem
Serio już nie wiem, co dzieje się ze mną, chyba se spiszę mój pogrzeb
Widzę ich mordy jak ciągle się cieszą, mimo że nie jest za dobrze
[?] połowę branży, pierdolę tą grę, będę się świecił tak jak Johnny Day
Każdego dnia, kurwa, zjada mnie stres, nie patrzę na nich, tylko, młody, leć
O wiele więcej do powiedzenia, bo oni w kółko ciągną stary temat
Chcesz, to czekaj, chcesz, to czekaj, ale dla tych miejsca tutaj nie ma
[Przejście: Kivol]
Tu za rogiem czyha przemoc
[Zwrotka 150: Kajtek]
Traplife, ciśnienie na banię wchodzi takie, że powinien wyjść już diament
Lata pracy, a nie tani talent, który z toksynami z siebie wypłukałem
Na końcu zwrotek zamiast mojej ksywy powinienem dopisywać zawsze "amen"
Świadomość czasami bywa chorobą, ale też chroniła mnie od złego
A typy, co chcieli mi zrobić pod górę, to teraz się dziwią, że topowe ego
Mam paru prawdziwych, co czeka na przełom, fizyk - wariaty, dojdziemy do tego
Jak te dziewczyny o twarzy anioła, co w nocy z nich wychodzi pieprzony demon
[Zwrotka 151: Jay Hebda]
Co tam? Kopę lat, dawno się nie widzieliśmy
Poświęciłem się terapii, bo ja i umysł dawno się minęliśmy
Może wam kiedyś opowiem - byłem bliski samobójstwa
Sam dziwię się, że nadal stoję przed mic'iem, obiecuję nie robić głupstwa
Mam materiału na dwie płyty, ale przetrwoniłem pieniądze na wszystkie bity
Zwątpiłem w siebie - to najgorsze, co zrobiłem, bo na dysku mam hity
Mie mogę być ofiarą, muszę to przemóc, [?] mi mówił "do Boga się nie módl"
Teraz wiem dobrze - nie ma słowa "niemoc", dlatego teraz zrobię po swojemu
[Zwrotka 152: Clapson]
Wierzę w potwora, co chciałby mnie zabić
Wiem, że chowa za jej emocjami
Chciałem czasami złapać za karabin
Ale nie mogę, bo wiem, że się pali mi grunt pod nogami
Jeśli chcesz tu wejść, to lepiej zapytaj blok
Jeszcze więcej zer, chcę sprawić, że czuję coś
Wiecznie jakiś cień szepcze, że ma tego dość
Diamentowy chain nie sprawi, że znajdę go
[Zwrotka 153: Nerink]
Trzy głowy jak cerber, kwadrat jeden, przy tym w nim studia dwa
Stoję, płonę w piekle, trap jak eden — jak się wydostać mam?
Stoję, płonę w piekle kiedy oglądam kto za me miasto gra
Wiem gdzie moje miejsce, w BDG serce, gotuję dla nich gar
To N do X, wchodzi N do K, na castingu byłem, to mnie wyjebali
Drop top gaz mam do dechy, czaisz?
Daję blink my eye tym co nie kumali, daję big shoutout dla moich ziomali
To jest z miasta krzyk ujebanych bloków
Daję big fuck off dla moich wrogów, 43 to mój główny powód
[Zwrotka 154: Kubbini]
Mam wiele, kurwa, od ziomali z ławki, więc jebie mnie co gada losowy typek
Ciągle za dużo na głowie, i nie sypię popiołu na nią — ja posypię kwitem
Jak chodzi o bary — jestem magikiem, jak odpalam FL, to jestem magikiem
Polewasz wódy, to wchodzi lucyfer, nie ma większego, kurwa, na logike
Nie wiem, kurwa, co to cisza, ciągle coś gra mi w głowie
Nawet jeśli się nie staram, kurwa, zawsze daję ogień
Jestem na głębokiej wodzie, zawsze w pojebanej formie
Zawsze robię tą robot, dobrze, spierdalam i biorę torbę
[Zwrotka 155: Mokebe]
Mokebe - mam wizję, wątpić w obraz
Mama chowała artystę, po uszy w syfie, typie, nie do kolan
Nie gadam dużo na galach i forach o tym, się odpalam jak pora tu porapować, homie
Głodny historii aż w oczy mi spojrzysz (Dead man walking)
Zahartowało mnie to tanie wino, pęknie Ciroc tu jak pyknie milion
Codziennie karmiony ciszą, bo tak się najlepiej generuje przychód
I wiem, że, skurwielu, mam taką charyzmę
Że nawet jak beknę w kolejnym wersie i tak nie skipniesz, a to tylko clickbait
[Zwrotka 156: Młody Jack]
Szybkie zwroty jak Inpost, młoda chce mnie na Instagram
Kiedyś nie chciała mnie nigdzie, teraz na DM widać, że kręci ją sława
Weź pod ziemię - tu może mnie ujrzysz, czyli nadziei światło
Słońca w underze już nie ma, niestety, zaszło w kurwę dawno
Unikatem spoza świata jestem, pragniecie mnie teraz na jebanej scenie
Sukces się kręci, to sam to zabiorę, no bo tego to mi nikt nie przyniesie
Wyskillowany grad spod Konina, bary mam zawsze nabite teściem
Twoja bibi mnie słyszy, jest mokra, jestem [?], a to moje wejście
[Zwrotka 157: Sypo]
W moim mieście mają do mnie szacun, bo zamiast tej pensji wolę być True MC's
Rozdaję karty, ale nieznaczone, żeby mieć to stillo, nie trzeba koneksji
Jak nawijam tracki, są [?] agresji, ty stajesz na baczność jakbyś wrzucić Mensil
Cioty w klipach mają niunie sexy, a potem partnerce mówią "to marketing"
Znowu dałeś plamę, nie pomoże Persil, ale bania sprana, tego nie odmienisz
Znów otwieram menu, słaby repertuar - czego się spodziewać, skoro tak zamulasz
Mam szeroki denim tak jak horyzonty, widzę to, że kłamiesz, bo zmieniasz poglądy
Jestem niewygodny, widzę - ich to boli, ja i dominacja to przecież synonim
[Zwrotka 158: Aksi]
Od stuffu w bani awaria
Kiedy ja wbijam na teren, wzbudzam atmosferę jak zorza polarna
Dalej chcę grać w to, choć nie mam pensji, ty lecisz z prochem tu białym jak Persil
Nagrywam dumnie jak z orłem na piersi, z Braciakiem w studiu rozkminiamy wersy
Żyję dla Grindu jak OTS, zepsuty IPhone, a na nim tekst
Błyska mi światło, jebany flash, nocą przez miasto jak Harvey Dent
Kolejny bars wyżej level, zostałeś sam. Gdzie przyjaciele?
Nie chcę zatrzymać się w drodze do końca jak Goggins, wyznaczam nowe granice
[Zwrotka 159: Młody Leszcz]
Nic nie płynie głównym nurtem, dawno zmieniłem styl
Chociaż poznaję ciągle muzę, to nie robię jak wy
Chociaż brakuje mi pieniędzy, nie robię pod kwit
Zobacz jak zajawka zmienia kilkadziesiąt żyć
Cypher roku, czuję się jak Kodak 216
To nie freestyle, ale napisany na kolanie
Bo czas mnie goni, muszę już jechać, nie chcą mnie w rapie
Takich jak ja mają na pęczki i to jeszcze na stanie
Leszcz
[Zwrotka 160: Aytal]
Łączę powoli to tu jak ogniwa - to daje mi siłę, to daje paliwa
Notuje to słowa tu niczym skryba o tym co czuję, co dusza skrywa
Serce woła on Y Va, mija sekunda, minuta, godzina
Viva La Vida, przygoda wzywa, oni gadają, co przyniesie ślina
Te wasze barsy - nie ma tam skilla, budowa cała kuleje wadliwa
Sens pogubili w adlibach, a kiedy warczą, to po mnie spływa
Festiwal ksero, ja to oryginał, płodny jak Shiva
Buch, buch, buch, buch, cheeba, cheeba, wiem, taka droga mi się nie śniłą
Ostrożnie stawiam tu każdy krok, szlifuję styl, by być top a top
Ze szczytu droga łatwa na dno, chcę pamiętać to
[Zwrotka 161: mike senshi]
Skandować "Hurra!", fala na brzeg wam wyrzuciła nowego króla
Półtorej roku jak czekam w amoku, a w tym czasie brata wrzucili na mural
Jedyne, co czuję, to duma, zawistna kurwo
Dobrze wiem, że tego nie skumasz, odszedłem w cień, bo zmęczył mnie cały anturaż
I trap live, półtorej roku jak robię na boku wszystko inne niż rap
Gdzie zgubił się stary Mike, chyba porwał go hajs
Wszystko spięte zawsze miał na tip-topes, chciałbym, żeby było już OK
Czemu stanąłem pit-stopie, dziś wbijam na scenę znów z creep-walkiem
[Zwrotka 162: Allingreg]
Kto, kurwa, rzuca takie teksty? Chłopak ma 8 lat
No i ego jak nikt przed nim, we wszystkim chce być pierwszy
A tym, co gada, wywołuje płacz
Zamiast powyjaśniać sprawy jak dorosły twarzą w twarz
Nikt już nie będzie grał w twoje gierki, namnożyło się ludzi
Który wiedzą coś za jedny, Janeczek taki biedny? Czemu nikt go nie lubi?
Zapytaj cały Wrocław jak się dostał tam gdzie jest, teraz głos zabierają trupy
Po trupach do celu niezłą masz strategię
Nowych ziomów zamów z Temu, pamiętamy PR-owe gadki z SMN'u
Miłego tam w Warszawce skejciku spod NFM'u
[Zwrotka 163: vorzu]
Nigdy nie próbowałem wyjść z tłum ale to tłum chce teraz mnie słuchać
Robimy ruchy mityczne to voodoo, uwierzyłem, że to może się udać
Wizja mi wyszła na łeb jak woda, w tym sensie nigdy trzeźwy, słuchaj
W tym sensie nigdy L-ki u nas, w końcu zaczęli to kumać
W końcu zaczęli to czaić, zawsze dwa głosy w bani
Że to się uda, wierz mi, jesteśmy niezniszczalni
Tutaj liczy się wynik, który przebijamy
Znów uderzyłem torbę, bo tak się poruszamy
(Stellar Music)
[Zwrotka 164: Szaber]
Puść mi cypher, tak, to wjeżdżam jak cybertruck
Bo Szaber ma szajbę, i ten białas krzyczy "suka, blyat!"
Więc otwieraj szyberdach, ja sprawdzam mój cyferblat
I się trochę cykam, bo póki co tam cyfer brak
Twój CD projekt brzmi jak marna kopia Whole Lotta Red, i wanna fuck that
Ja wolę dopracować swoje flow, a nie wydać Cyberpunka
Mamcia będzie w szoku jak jej Offspring rap gra
Ja zawsze byłem pretty fly, for a white guy
[Zwrotka 165: Adiś]
Wokół tych gwiazd odbieram blask i patrzę w jutro
Próbowałem sam poskładać świat, na co za późno
Nigdy nie czułem, że przyjaźń da się pomylić z wódką
Ale chuj w to
Napisałem 1000 wersów, które nie są zrozumiane
Dałem dużo siebie, przez co nie żyję jak dawniej
Męczy mnie społeczność i chyba znowu nie zasnę
Jeśli słyszysz mnie w programie, wiedz, że już wygrałem
[Zwrotka 166: Jackyy]
Głupia cipa mnie wyśmiała, że to robię dla rodziny, mam nadzieję, że ci wleci kiedyś kasa za modeling
Jak poznają moje imię w TV, może razem potańczymy, bo od paru lat nie obchodzę imienin
Bit się do mnie klei, jakby miał na imię [?], prześladuje mnie ta wizja, jak chce się z nią ożenić
Wiem, że to widzenie ludzi zmieni, kiedy wyjebię z tej ziemi i zobaczę moją mordę na Netflix
Baby, wierz mi, powiedz swojej bestie, bo lud mam większy niż jej TikTok
Tip-top krok to nie moje są wersy, skok za płot stumilowy jak zniszczą
Piszę nowy tekst, kiedy siedzę na backsit, kieruję, brat, nie prowadzę się z dziwką
Nowe Rozdanie i starzy ziomale są ze mną, jebać, kto stoi przeciwko
[Zwrotka 167: Shelast]
Jebać basic cipki, chcę niunię, która jest tak jak garota
Bo będę ją cenił za duszę, tlenione włosy i ocean w oczach
Jestem skażony, jako jedyny na scenie wypluję, co sądzę
I żyję wersami, a ty wyjebany po zwrotce se siedzisz jak dziwka po nocce
I wrzucam LBN na mapę, kolejny raper dochodzi do puli
Wasza muzyka przyprawia o bóle, więc wolę się dograć do króli
Stay lets, zawsze na największe doły to, kurwa, odpowiadam walką
Ciągle pracuję i powoli czuję się jakbym obrabował Monte Carlo
[Zwrotka 168: Saper]
Nie mogę się skupić na jednym - mam umysł pełen pomysłów, co dawno już zgasły
I niby mam w sobie potencjał, gubię go w życia udręce, doprawdy
Zgubiłem gdzieś siebie po drodze wśród świateł i dźwięków, co kiedyś mi grały
Jestem wybrany, pokonam każdy strach nieznany
Muszę nazwać emocje, uczucia, myśli, nadać im formę, dać im znaczenie
Wszystko odkładam na potem jakbym żył w jebanym zwieszeniu, czekając na ciebie
Ty daj mi natchnienie, twe oczy budują napięcie
Gniew zgasły mi sny, nie mogę odnaleźć siebie
[Zwrotka 169: Novs]
Gonię to życie od nowa, by w końcu mi grali na bis, ej
A nie dam się więcej zamotać, bo w końcu spełniam swoją wizję
A nie wpuszczam ludzi do grona, bo za bardzo szanuję ciszę
Ludzie wpatrzeni na dolar, bo widzą [?] tylko biznes
Więc chcesz przeglądać się z bliska, to dostajesz uppercut
Muzyka to moja dziwka, ciężko, by znaleźć jej czas
Daję im SWAGu jak pixa, Triplex nie ma gwizdka
Miałem iść, kurwa. do góry, a pojebałem [?] się krycha
[Zwrotka 170: Krisula]
Dobrze, że życie wygrałem
Dlatego ten plik tak zapisałem
Nie mówię o złocie, platynie
Czy innych trofeach, chociaż na koncie ich tyle
Że mogę zapełnić ocean
Słyszałem już w wielu numerach
Że trzeba narobić się w życiu, by w końcu coś mieć
Szczerze, podpiszę się całym sobą, bo serio tak jest
Kiedyś myślałem, że robiłem dobrze, a serce wiedziało, że nie
Czułem się jakby dusiło coś w środku, musiałem to puścić w eter
Teraz rozumiem, że bałem się życia, by włożyć w to setki procent
Ale oddało mi w końcu i czaję, że każde marzenie to cel
Cel, cel
[Zwrotka 171: MAJK]
Ciężko się nazwać najlepszym, jak to słowo każdy tak brzydzi mi
A to środowisko cię pieprzy, zamknięte w paczce jak Chocapic
Mogę nawijać bez przerwy, 8 to dużo dla chujowych MC
Ja napisałem już 64, ale dalej głodny tu jestem tej sceny
Po zwrocie zostaje niedosyt wam, a ziomale pełni
Oni się dumą najedli po wersie, wy tylko wstydem, bo Majkel tak leci
Zostawiam przeszłość za sobą, to Nowe Rozdanie, więc wbijam na cypher
Słowa zaczęły mieć tak dużą wagę, że zróbcie mi przejście, bo jadę jak walcem
[Zwrotka 172: Polo Leen]
Zamknięte grono, gdy puszczam w obieg, to wraca, gdy dalej nie kaszlę
Szczerze - to wiem, że nie kumasz, za parę drobnych to sprzedałbyś matkę
Widziałem prawdziwe beefy, gdzie zamiast oświadczeń wyciąga się noże
Nie chrońcie raperów, tylko chrońcie ośkę, proszę, proszę, Panie Boże
Spadam na blok, rucham te bity aż cieknie mi ślina
Scena cię nie chce, jebana roślino, a wypinasz dupę i czekasz na kija
Co jest? Co jest? Co jest? Grałem o życie, a nie parę zyla
W morzu betonu to blok, blok, blok nauczył mnie pływać, nauczył pływać
[Zwrotka 173: Leo Ros]
Może to [?], może mam braki, ale dziś będę nawijał dla kasy
Kiedy przed laty dla takich łasych by już pisali na Ślizgu, że pastiż
Co za tępaki, dawaj mi skarb. Nie chcę Passat, wolę S-Class
Scratch'e i cuty - to nie ten track, nagram to znowu, jak będę mieć vibe
Chujowy time [?], bo to klasyk, bo to klasyk
[?] chyba skąd, nie te czasy, nie te czasy
O tych porach jest normalnie wracać z pracy
Ja za friko nie będę grać jak amator, jak amator
[Zwrotka 174: Młody Mastiv]
Znowu opuszczam to miasto w szybkim tempie jak TGV
Nie było prosto zawiłą trasą, nie mogę się doczekać aż przejdę następny poziom, by zakończyć grę
I znaleźć sens pośród wielu puzzli w tej układance
Aby nie bić się z myślami zawsze, kiedy piję kawę i palę fajkę
Na balkonie wczesnym rankiem, gdy wieczorem znów wchodzę na parkiet, myślę o tobie, czy były warte te dni
Tu nie ma miejsca na łzy
Jestem niepoliczalny, liczba π, nieoceniony, nie baw się w jury
Wierzę teraz i zawsze, bo siebie zostawiłem w numerach, więc szykujcie mi telebim
[Zwrotka 175: Sako]
Mogę nie wygrywać sianka, bo robię to tylko dla mojej kultury
Zawsze oryginalnie nawijam z sensem, gdy oni w większości nam serwują bzdury
Poznałem kilku pozerów, widziałem paru raperów
Ale żaden z nich w rytmie, no i flow nie miałby tyle, co Sako jebanego SWAG-u
Jestem raperem - to wszystko, dzwoni mój łeb z nową wizją
Planuję płyty na przyszłość, na razie nie myślę, by robić Pitstop
Mam romans z adrenalinką, jebię się z bitem jak z dziwką
Kocham rzucać moje wersy w obieg, za to [?] prawie wszystko
[Zwrotka 176: Gacax]
[?] głowie nie obchodzi, jaki to ma sens, przecież widzisz, biorę to, co chcę
Cały dzień, proszę, w końcu zabij mnie
Może nie wytrzymam tempa, pójdę w długą, sam wiesz
Że to życie nie jest łatwe, skoro potrzebujesz lek
Przez to przyłożenie produkuję nową manię
Oddam wszystkim serca, którzy robią coś tu dla mnie
Przecież to początek, nie chodzi o ten papier
Chociaż jak zarobię, no to wszystkim to pokażę
[Zwrotka 177: Asl33p]
Nie jestem Bugs Bunny, ale się pytam doktorka, jak usunąć ten Bugs Bunny
Bo muszę zrobić ten bags money
Poznają mnie już bariści, nie kojarzą barmani
Muszę być kotem na cateringu, bo ciągle wracam do mnie dobra karma mi
Zaraz wyskoczę z lodówki, teraz gotuję jak Thermomix, ty bardziej AirFryer
Nie wpuszczam do kuchni tego, czego tu pełno dziś, jest przeterminowane
Nie muszę mówić nic, te parę melodii od paru lat mówi za mnie
Daj powerbanka, bo rzadko jestem w kontakcie
[Zwrotka 178: Bobin]
Za-za-zaraz, wszystko będzie na nazwisko, [?] kupię za 10 pak, dziwko
Wiem, mocno ryje mnie to środowisko, ale zaraz będę lodowisko
Miał na szyi, porównania łączą tych debili
Mówią, że Rusina lubi, głosu nie kupiłem [?]
Mam w sobie spokój, co budzi dla nich niepokój
Szacunek do gości obu, nie ludzi, co tną na boku
Nie piszę wersów dla Hype'u, te wersy się piszą tu same, przez długi czas drapią zadrapaną ranę
Nie mam tu minionów, mam prawdę, co daje, gdzie jesteś [?], tu się dużo wydaje
[Zwrotka 179: Olly]
W roku parę tripów, a nie biorę narkotyku
Nie podążam za modą, po co tyle krzyku?
Znam dobrze ludzi z teamu, wiem, kogo mam w szatni
Moi ludzie są ciekawi, nie, kurwa, ciekawscy
Wymiksowałem się od demonów, żeby wymasterować siebie
A wcześniej nie wiedziałem, gdzie jestem jak [?]
Dziś [?] to nie tylko na pokaz
To nie tylko slogan, ja to szczerze kocham
[Zwrotka 180: Kromer]
Cały ten rap to moja wizja na świat, bo non stop robię, co mam
Wpisane tu w DNA, ciągle ten sam chłopak, co marzenia ma
Czeka na swoje koncerty i pierwszy kontakt
Od labelu, który mu wskaże drogę i da możliwość bycia na worldwide
Wrzuciłem nowy żeton do gry z nadzieją, że to w końcu pójdzie
Oddaję duszę na każdym tracku, mimo że wcale nie muszę
Dla nich to tylko forsa, dla mnie to szansa, żadna troska
W sercu Bóg i Matka Boska [?] siła, w mojej rodzinie wiara od lat
[Zwrotka 181: Antua]
Pisze do mnie Hype o 8 wersów, ja się pytam bardziej, kurwa, co jest
5 lat robiłem, tylko swoje, swoje, dziś, co moje, moje, jest też twoje
Więcej, po to przyszedłem w moim żółwim tempie i uwierz mi, rejs ten wygrywam do usz
Mam w chuj animuszu i się ani rusz tu, nie boję się brudu [?]
To jest Rhytm'n'Flow Polska, miałeś swoje 5 minut mordzia
Ja na zawsze chciałem tu zostać, budowałem charakter, postać
Wyszedł refren, miała być zwrotka, no bo znam się na melodiach
A.N.T.U.A. przez cypher roku grupa wąska jest
[Zwrotka 182: Goblean]
Top quality, to nie topka ligi, ale jak Mamed Khalidov kopie
Duży plik na duży tył, to nie money size, tylko znam z autopsji
[?] to jest taki typ, że jak widzi zysk, to go ma na sobie
Pod radarem, tak jak jakiś [?], wziąłbyś dick, a [?] to kopie
W głowię chleb, ser, no i sałata, się czuję jak toster
Pyta dlaczego tak gadam, niby dlaczego tak rosnę?
Pisałem tracki do radia i kładłem brukową kostkę
Zawsze jak patrzyłem w lustro, mierzyłem wzrokiem się z gościem
[Zwrotka 183: HSK]
Czuję się trochę jak krupier, bo inny od grupy i mogę rozdawać wam karty
Z asem w rękawie czekałem na lufę, wtedy już byłem na bani obdarty
Płynę z tematem i mam inne flow, dwa razy w rzekę i z buta pod prąd
Nie kopię za bardzo, dowożę jak Bolt, nadchodzi burza, to piorunochron
Szukałem zioma na lewo i prawo, a najlepszy w mono tonie
Razem czujemy, co w duszy nam gra, omijamy monotonię
Patrzysz na ręce, patrzysz na swoje, celujesz w serce, trzymaj głowę
Zawsze poszukaj słowa w słowie, nieważne, kto je powie
[Zwrotka 184: Habit]
Nie boję się jutra, przeraża mnie dzisiaj, rano nic poza tym, że jakoś się trzymam
Widywałem cyfry u byłych idoli, idole dzisiaj to już parasole
Straciłem ikony, jak spojrzałem w oczy idoli, którzy już nie żyją
Bo dzisiaj to tylko okładki na stole, które za grubymi nićmi sobie szyją
Wierni zasadom tylko na ekranie, nie wierzyłem w siebie, dopóki nie wygrałem
Walki ze sobą po porażce, którą sam sobie co dzień serwowałem
Bolały mnie oczy i dusza, bo ślepy na hałasy jaki tu zagłuszam
Kazali przypomnieć się, jak zrobię cyfry, to coś pomyślimy o ruchach
[Zwrotka 185: Arturo$]
Jestem białasem, skurwielem jak muzyka, TV, robię to z bratem, no Diddy
Mówisz, że jesteś wyżej ode mnie, się przyznajesz, że masz zwidy
Zero stylu, twoje buty mają rację, ja nie przyjdę ani chwili
Zacząłem to puszczać w '21, a dzisiaj właśnie takie urodziny
Robię to po to, byś w końcu się przestał mnie pytać, co tu OK
Zwłaszcza, gdzie zero perspektyw mnie wita nad ranem
Jeszcze będą mi klaskać jak zrobimy bardziej wyswagowane
Przychodzi mój czas, [?] w górę dalej
W górę dalej, Arturo$, nie zapomnij [?] SWAG
[Zwrotka 186: Stelmach]
Szlifuję rzemiosło, nie stać na Manitou, jednak pompa tak jak ponton
Jestem top-top-top-top jak Top Boy, Stelmach nie Sokół, a wciąż do celu PROSTO
I nie chodzi o to, że się porównuję
Chodzi o to, żeby GOAT-om dać szacunek, u mnie zawsze grubo, u was cienki strudel
Nie ma, co kryć, airplane tryb
Nie odbieram, bo się nastawiłem na zysk
Na chwilę zróbmy pauzę, powrót, wracam, wjeżdża taran
Chcesz mnie poznać, to włączaj Shazam, wyją syreny, to banger alarm
[Zwrotka 187: Seniorita Seni]
Całe życie na patencie, żeby oszukać zły regulamin
Jak składasz i kończysz punch-ami, zostanę twoją sugar mommy
Jak kiedyś otworzę OnlyFans, to tylko taki ze stópkami
Z kim przystajesz, takim się stajesz, ja bujam się z Rap-VIP-ami
Zawsze chciałam grać koncerty, ale tylko je prowadzę
Inni spełniali marzenia, gdy ja siedziałam przy barze
W chuju mam ten pusty flexin, pod te teksty pseudo-braggę
Ciuchy kupuję w Lumpeksie i tym ujebanym vansem z buta wjadę
Nowe Rozdanie, Seni
[Zwrotka 188: Kezuu]
Wczoraj to kończyłem, dzisiaj na cypherze zaczynam na nowo budować karierę i siebie
Nie gadam z typami, bo dla mnie muzyka to całe życie, nie interes
OK, jak zagrałem, stary, 2 koncerty w tydzień, to wyjebane miałem w przelew
Bo siano dla mnie nie jest celem, odmalowałem siebie jak stare fele
Na drodze bywałem, mnie to zabolało, bo w chuja leciały, parzyły, nieraz
Jedyne efekty, które uzyskałem przez morze, to stłumione oczy na świat
Te wersy jak pasterki rękę zastępuję nimi swego terapeutę
Się zmieniły czasy, szkoła dała lekcje, możesz nie przepuścić, a ja i tak wejdę
[Zwrotka 189: PIOTREC]
Netflix niech da mi subskrypcję na rok za to, że się im dograłem do cypher
Mamo, zobacz jaki synek ma przelot, dzisiaj wszystkie oczy na mnie
Skierowane, ja wystawiam tobie skierowanie na badanie moich tracków
Badaj album, wszystko, co wydaję, to nie jest dla żartu
Mam miejsce tylko na 8 wersów, ale chciałbym nimi, kurwa, coś przekazać
Wasza muza to zerowa wartość, ciężko nawet powiedzieć, że fajna sprawa
Ja z fanami też mam własne lingo, choć największym fanem chyba moja mama
A ty odstaw tamto ścierwo, dzieciak, bo to w sumie wiocha, a nie żaden traplife
[Zwrotka 190: OlgierdProblem]
Ogarniam plotki, nowi, mogę zaszkodzić, szkoli, ogień to problem
Nadchodzi, prości, że my OG, lecz nie ma opcji, że my już niegroźni, ja już wolę
Wiem, że do szans na skromny, nosi mnie ciągle muza jakbym był zombie
Dziś Bóg zachowany w hostii, czemu nie w głowie jak dobry, ludzie nieprawdopodobni
Pozbawieni oryginalności, ciekawostki, chcesz trochę cashu nadrobić
Może trochę tożsamości, życzliwości dla was samych jak wasza muza nie ma grama żadnej prawdy
Jak i motywacji, najpierw zacznij, [?] chwilę, [?] do walki, odpalone jak blok lampy
Skille duże jak Atlantyk, rapu fanatyk, zawaliłem wam teatrzyk
[Zwrotka 191: Czorny]
W życiu miałem za dużo pecha, ciężko mi się, ziom, rosło
Teraz na pewno zakwitłem w rapie, mogliście konkursu nie robić wiosną
Większość czasu jak patrzyłem w lustro, mogłem nie poznać tamtej osoby
Jakbym wypił eliksir (jak, jak) wielosokowy
Co mogę dodać, jak liczysz na bliskich, kurwa, nie zawiedź, oni liczą na ciebie
I się nie zmienię, zawsze bądź sobą w skali jeden do jeden
I zawsze przed siebie jak Hugo, będę to wpajał do głowy jak Bam Bam maczugą
Mam puste kieszenie, sukces padnie niedługo
[Zwrotka 192: Macio]
Yo! To Nowe Rozdanie, ciągłe motanie znów gniecie mi banię
Zapierdalanie godzinami w korpo mi dało mniej niż się tego spodziewałem
Chcę patrzeć na pełną salę ludzi, która będzie znać moje kawałki na pamięć
Kombinowałem jak robić ten rap za dzieciaka, kiedy z bratem w studiu siedziałem
Teraz czuję, że mam na to metod więcej, przed pieniądzem za to stoi tylko respekt
Podbijam na wejściu, zbieram całą pulę, no bo dobrze wiem, że mam do tego rękę
Parę asów w rękawie, do tego Jester, się czerwienisz do przegranej jak Manchester
Dałem tych wersów ósemkę, odwró�� ją, zobaczysz jak długo w grze będę
[Zwrotka 193: Vex]
Nigdy nie byłem, bro, tu nigdy nie chodzi o siano
Tylko o głos, jebany talent - wszystko co z nieba ci dano
Ja ciągle grind, grind, grind, kiedy odjechali na ławkach po nocach
Zostałem na blokach, bo nie miałem wyjścia, a nie że robiłem wszystko na pokaz
Zakładam na banię kaptur, to nawyk [?]
Mój sukces to [?], nie chciały patrzeć teraz jak [?]
Glow up, jedyna droga to go up
Nigdy nie wybieram windy, biegam po schodam, zostały nawyki jak rzucałem towar
Teraz chcę wyprzedać Torwar, tak długo miałem pod górę
Nie zrozumiesz tego jak nie uciekałeś z kraju, żeby uniknąć kulek
[Zwrotka 194: Malarz]
Już kiedyś myślałem, że to jest bez sensu, że to niewarte jest nowego dresu
Słucham się tego, co zagra mi w sercu, wiem, jak się zachować, nie trzeba kodeksu
Czasami w głowie nie ładuje tekstur, [?] przez natłok stresu
Już raz miałem z rapem przestój, nie odpalałem notesu
Długo w chuju mam, kto hejtuje, zbyt wiele lat czułem się oceniany
Dziś żadna z tych twarzy nie sięga do pały mi, robię to dla siebie, ale przy okazji wkurwiam ich
W zgodzie z sobą, ej, zero jest presji, jestem sobą, a nie dla atencji
Za duże masz ego, ej, kolegom to przekmiń, chcesz porapować, a na bicie się nie zmieścisz
[Zwrotka 195: Lumina]
Zakładam tessa, czas mi upływa, gdy siedzę w studio, kierunek - on top
Mieszanka wersów na dzisiaj, rzeczywistość goni pędem
Choć w ręce trzymam jak lejce
Nie powstrzymasz mnie, gdy wkładam w to serce
Wystaw fakturę, gdy się nie zmieszczę
Może odpiszę ci lub mój przyszły label
Kierunek w głowie, poczekaj, ustawiam kadr, Auto-Focus
Widzisz mnie przed sobą i jestem onieśmieleniem twoich pokus
[Zwrotka 196: Mbaaaku]
Bolą mnie plecy, kręgosłup moralny waży, przez co traciłem wypłaty
Pamiętasz szponty, lewe doradztwo, pierwszą ofiarą są państwo
Mój były wspólnik na myśl o pieniądzach gotuje się, kurwa, jak czajnik, każdy chce kaski
Zboczyłem z drogi, by odnaleźć siebie i duszę, gdzieś pośród liter i oparów ganji
Asset, trzymam go w bani jak trasę, coś regularnie obijam se banię
Nie gadam z bratem przez ćpanie, mówił mi ciągle, że ćpają najwięksi
Ta, jakoś mnie to nie kupuje, ale go kocham i życzę najlepiej
Jak kocham hip-hop, tym żyję - to też dobrze wiecie
Baaku
[Zwrotka 197: GrochuBartt]
Jak wjeżdża GM, to banik dla nich, moim celem są diaxy, stalki
Dla was je mogę zostawić, nie maksujecie tej aury
Wcale, miałem miecze nie raz na gardle, całe szczęście tylko otarłem
Się o sytuacje pojebane nie wciągnęły mnie tak jak Tahm Kench
Zębatkę klikam, zmieniam setting, przepowiedni mam w chuj w mej głowie
Już liznęliśmy lepszego życia, teraz celem jest je mieć na co dzień
Tu, gdzie południe, są me korzenie i nie mam planów na przesadzenie
Chyba, że znów na wyjeździe, na codzienność klikam escape
[Zwrotka 198: Ortiz]
Chodzę jak dziecko wojny, pracuję 24h na dobę
Zapewne widzą we mnie zagrożenie, bo Ortiz dla nich to nie byle pionek
Znalazłem siebie przed mikrofonem, niedziwne, że mówią, co to za koleś
Nie pod publikę, bo robię swoje, lecz dla publiki zrobimy ogień
Od lat kujemy zbroję, dyski wypełnione pod korek
Kurwa, to, że to moje miejsce jest, wiedziałem, gdy zacząłem
Skoro już w blasku stoję, to dla niedowiarków czas na pokorę
Zbyt długo oddawałem swoją kolej, niech teraz piją za moje zdrowie
[Zwrotka 199: Pilaf Nobody]
[?], wziąłem pięć dych z myślą, że to bardzo miło
Żyję rzadko chwilą, dziś minie horyzont, mówię "dam wygodę", no i nie wiem
Wychodzę spłukany jak zawsze, gdy inwestuję w siebie, cciałbym wyjść na zero, Kiedyś [?], no i [?] w dłoni [?] z tym chodzić
Czasem czuję, że się nie da
Ułożeni ludzie z pizdy w kółku, gdy ja stoję w dresach
Jestem z wersów typu błoto, beton, niefart
Przez nie skróci łuków trochę [?] zjebie
[Zwrotka 200: Quoska]
Całe życie w chowanego, tylko nie wiem, kto mnie szuka
Ukryłam emocje, no i ciągle szukam klucza
Mówią "żyj tu i teraz", a ja ciągle w przód wybiegam
Kiedy patrzę w lustro, to nie widzę w nim człowieka
Składam jutra jak puzzle, co nie mają kształtu dziś
W swojej głowie mam plany, a w duszy pusty, pusty plik
Zamiast przeżyć ten moment, to analizuję syf
Zamieniam teraz, no potem, przez to nie czuję już nic
[Zwrotka 201: Siles]
Check, wielka pęga to jest święty grall, biegnę po to jak Lamine Yamal
Nie potrzebuję weryfikacji, bo mikrofon to mój osobisty VAR
Ona patrzy na mnie — widzi sukces, patrzę na ciebie, mówię [?]
Benz for benz, four by four, 808, bar for bar
Nie jesteś providerem, zwykły klient, ona obok ciebie nie przeżyje
Czysta głowa, so my thoughts brilliant, dwa języki — lecę z nią w ślinę
Ograniczają cię twoje kompleksy
Bo ona nie chce beksy,, tylko artysty, tak jak Banksy
Dlatego z moim stylem się pieprzy
Siles
[Zwrotka 202: Yerbe]
4 lata się próbuję przebić, ale nie ma opcji, że się, kurwa, poddam
Moja droga jest jak parabola, no bo skumaj, ziomal, że nie była prosta
Nie była obca mi porażki opcja, zawsze miałem w głowie psychologię tłumu
Choć jestem uparty jak jebany osioł, mam w sobie pokory więcej niż rozumu
Kolejny rok mija mi szybko jak jebany bollid na F1
Kolejna lekcja, mimo że w szkole, to byłem tak często jak jebany WieśMac
Albo jak Drwal, nie wiem, nie wiem, w chuj mam to, bo nie śledzę trendów
Róbcie wszystko jak wasi idole, jak pokażę scenie magię własnych wersów
Mogę to robić i robię to jak mi stare talenty gasną jak zapałki
Dupa jak Barbie duża jak [?], zobacz, czym twoja ulica się karmi
Ja to nie Vkie, ja to nie Pezet, to Młody Yerbe, nowe podziemie
[Zwrotka 203: TCK]
Weź ode mnie odpul, gdybyś tyle nie pierdolił, to wszystko by było na odwrót
W sianie topił się, a nie je wtapiał, by dowieźć to, ziomku
Dlatego nie ufaj złym głosom w głowie
Bo gdyby nie one, dawno byłbym on tour
From T to C to K, mówisz, że mam łeb do branży, dlatego klej, klej
Kleisz się do mnie jak rzep, włożyłem głowę w branżę
Ale pstryknęła mnie w nos, OK
Włożyłem serce w grę, ale dostałem już kolejny cios, OK
Dla niej to mam tysiąc serc, mała, jeśli tylko chcesz, no to połam je
[Zwrotka 204: Arbuz]
Wrzucam na cypher, się nie da pominąć, nawinąć z rozkminą ósemkę, to luz
Moje pieniądze zawszę podzielę z rodziną, odstawiłem alko, bo wkurza mnie brzuch
Za mało czasu, nie mogę go stracić, jestem jak ogień, nie próbuj mnie gasić
Jestem jak duch, mój styl straszy, monstrum w dźwiękowej postaci
Wszystko rzeczywiste, pracuj, musisz, weź uwierz w siebie
Moja głowa w chmurach, nie sprowadzajcie mnie na ziemię
Masywny styl tak jak na trenie, co wchodzi przez drzwi jak w filmie "Lśnienie"
Wrzucę na ścianę platynę, diament za moje niepodrabialne brzmienie
[Zwrotka 205: DomiZ0l0]
Na wagę złota jest teraz uwaga, więc masz kilka sekund, by zdobyć ją dziś
Autentyczność to podstawa, ale marketing ma przynosić zysk
Wiem, że nie chciałbym stać się produktem ze sztywnym kontraktem i wizerunkiem
I chociaż w branży ich nie brakuje, to sprzedali dupy za zwiększenie liczb
To nie bajka do pisania
Sztaby ludzi siedzą nad tym, jak twój obraz dziś poskładać
Nie ma miejsca już na artyzm, dla nich liczy się wypłata
Sprzedadzą to pod maską luźnych typów do browara
[Zwrotka 206: Girson]
Myślałem, że nie mam szans, ale to Nowe Rozdanie, ciekawi pewnie cię, co mam w rękawie
Jestem na scenie już ponad dekadę, jak nomad zjechałem twój powiat z tym rapem
I dalej nie zachwyca brokat, na próżne rzeczy nie tracę energii
Kiedyś odjebała woda sodowa, dziś chłodno biorę to, jakbym był na Syberii
Kładę wokal na pętli, wtedy słyszę stos propsów
Nie jestem samobójcą, ale mówię ci to prosto z mostu
Mój styl to inny wymiar, mogą mi szpilki wbijać, ja bardziej skill niż viral
Apetyt wilczy, ty dalej milczysz przy nas, tą grę na smyczy trzymam
[Zwrotka 207: HBI]
Hubi już nieraz dostawał po mordzie, więc nie myśl, że teraz będzie się poddawać
Zrobię to samo, jeśli będzie trzeba, bo to była tylko jebana zabawa
Pokory mam chyba w sobie za dużo, bo jak coś nie wyjdzie, to do pracy wracam
Mocniejsze ciosy to kiedyś zakładał mi raz Trener Damian, mocno pozdrawiam
Kurwa, dużo się pozmieniało, odpowiedzialność mi dała to inne spojrzenie
Tłumaczę dzieciom jak dobrym człowiekiem być, więc muszę się zachowywać jak jeden
Za dużo wiary mam w siebie i chciałbym jej trochę każdemu przekazać
Za każdy skutek uboczny, kolego, niestety najmocniej przepraszam
Nara
[Zwrotka 208: Kao]
To dla sztuki sztuka, czasem będę palił, na pewno nie głupa
Mama mówiła, że siłą moją mowa, ale chyba nie poznała mocy buta
Prosty dwutakt i lądują w koszu jak [?], palę jak tyle się tliły pety
Lejesz oliwy do ognia tak zdziwiony, że poziom kurestwa większy
Jest, pomagają psy, atencji [?] jak modelki na Instagramie
Tak samo karmią się gównem na śniadanie, fatamorgana, wylizany talerz
Nie wiem, co prawdą jest, ja muszę zakręcić tu boczkiem jak Leo di Caprio
Mamy krzywy obraz tu jakby w incepcji, jestem w miejscu, gdzie zło nagradzają
[Zwrotka 209: Squzi]
Flaga powiewa na górze — znaczy że jeszcze żyjemy
Za mocno wjebałem w dziurę się, to pomogły mi te jebane krety
[?] nowy [?] coraz to lepszy, jakoś już połknąłem nerwy
Nie potrzebuję nikogo tutaj, serio, sam też będę crazy
Polegałem na nich kiedyś, teraz to nie zaufam im
Pierdolili, że nie powie ksywy, a chce już, kurwa, nosić tees
Zdrowiutki, kurwa, jak tu wlazłem, teraz jestem trochę chory przez tą branżę
Mój [?] podesłał mi paczkę
[Zwrotka 210: ZIARECKI]
Nie pytam ciebie o cenę, bo za mało płacisz, tu nie chodzi nawet o miłość
Lata tu cała drużyna, tu mam paru braci, to mogę ich nazwać rodziną
Piszę te wersy na gazie, ty co się tak patrzysz? To ładuje we mnie paliwo
Dawaj na parter czy dawaj na stójkę, to obudzi we mnie się młody Khalidov
Mała jak młoda latino, mówi mi "hola, amigo"
Me włosy pokryte platyną, a niedługo wlatuję z płytą
Dawno już zapomniało o mnie parę osób, ja 2 lata w ciszy, by dać cypher roku
W głowie tylko dissy, młody, dziękuj Bogu, to dla moich ulic, dla mojego domu
[Zwrotka 211: LISMANORA]
W sumę nawinę pod cypher, bo za głowa za pełna i pęka od przekmin
Typy na wkręcisz, że wzięci, gwiazdy programu, a każdy jest basic
Zobacz, matole, jak bujam tą trzodę, mam fetysz na style, mam fetysz na nowe
Ziomie, zapraszam już do mnie na stronę, gdy będzie za późno, to będziesz [?]
Nie chcę mieć podium, ambicje to winner i zawsze pamiętam, celować jedynę
Cały rok, muzyka, horyzont, który [?]
Wyrwałem ósemki, a jedną zostawię, jestem jak konik, mam biegun na gazie
Bity to płótno, słowami to mażę, wszystko oparte na moim obrazie
[Zwrotka 212: dżejpa]
Jebać wzgląd na trend, more cow bell
Wzlot i upadek, największa moc tam, gdzie krawędź
Wszystko skrajne, skrywał się sztos w bagnie
Postaw się w sytuacji paradoksalnie
Ja tam stałem, choć w ciągłym grindzie
Się frustrowałem, dziś sippin sammar tell
Czaję kabaret, spoglądam z dystansem
Still, władam slangiem, którym się jara twoja cow girl