
Jeżeli kochasz, nie wołaj mnie z sobą!
Pomiędzy nami jest przepaść głęboka
Co nas rozdziela swych cieniów żałobą
Na wieki!
Próżno oczyma poglądasz smutnemi
I próżno drogie wyciągasz ramiona...
Ty będziesz dla mnie tak zawsze na ziemi
Daleki!
Od ciebie do mnie - ode mnie do ciebie
Wolno przelatać promieniom księżyca
Co w zmierzchy letnie całuje na niebie
Lazury...
I szumom lasów, i ciszy pieszczotom
Pieśni słowiczych wyznaniom namiętnym
I pełnym pragnień, wieczystym tęsknotom
Natury
Ale my sami trwajmy, bez słowa
Bez łzy, bez skargi, jak cienie dwa blade...
Ból nasz niech tylko milczenia wymowa
Tłumaczy!
[...]
My nie z tych, co by umieli róż kwiatem
Zarzucić przepaść dzielącą dwie dole
I przejść królewskimi rozkoszy szkarłatem
Głębinę...
Ja wiem, że jeśli zawołasz mnie w ciszy
Imieniem, które na ustach ci płonie
Dusza cię moja stęskniona usłyszy
I zginę!
I to, co miało mi źródłem być mocy
Będzie omdleniem potęgi istnienia...
Co było światłem, to stanie się nocy
Żałobą...
O patrz! ta przepaść tak pełną jest trwogi...
Dusza się moja wyrywa do ciebie...
Jeśli więc kochasz, nie wołaj mnie, drogi
Za sobą!